Wiosna wybuchła - prawda kochani? Jak tam majówki? Grille wyciągnięte? ;) A propos jedzenia dzisiaj było dużo gotowania, co lubię.
Anka wyżywa się w kuchni (na razie swojej prywatnej), Jerzy poza indykami tworzy wykwintne sushi, nawet Beatka postarała się o “kanapki”.

Nie było Elki, co mnie ucieszyło i męczących intryg z jej strony. W końcu pojawiły się jakieś sceny z Kardamonu ale bohaterowie najbardziej skupiają się na gotowaniu. I nadal nic ciekawego się nie wydarzyło. Wiemy tylko jak zareagowali na wizję nowej pracownicy, która nie została “narzeczoną” jak donosiły streszczenia.
Świetna scena, kiedy Andrzejek - dupa wołowa w damskiej toalecie zostaje uderzony drzwiami. Całun z pianki mocno mnie rozbawił.

W końcu Gruba ma swojego adoratora - trzymam kciuki za ten wątek. Natomiast kolejne rozstanie Mańki i Grochola wkurzyło mnie. Widać, że scenarzystka nie ma pomysłu na tą parę.

Beatka płacze i maluje nieudolnie mieszkanie. Też drażni mnie jej postać. Raz jest cyniczna i błyskotliwa, innym razem roztkliwia się nad każdą pierdołą. Dobrze, że w końcu pogodziła się ze swoją Żabcią. Miejmy nadzieję, że w kolejnym sezonie para zacznie się docierać. Chociaż Piotr Adamczyk jest genialny jako zbity pies z zaparowanymi okularkami :)
Bardzo lubię jego rozmowyz Jerzym. Widać, że aktorzy starają się dać z siebie wszystko. Podobnie jak krótkie sceny Szyca i Karolaka - chociażby jak ta z cmoknięciem ręki mistrza.

Brylantowa ciocia dzisiaj nie miała za wiele do grania. Ale sam początek i rozmowy o diamencie bardzo dobre. I cieszę się, że scenarzystka nie rozwaliła jej kolejnego związku.

Wanda chce pomóc Ance, dlatego ucharakteryzowana na umierającą przyjmuje swojego byłego męża. Całkiem udana intryga, chociaż jej rozmowa wyszłaby lepiej bez udziału grupki przyjaciół.

Magdalena Kumorek z odcinka na odcinek wygląda coraz bardziej zjawiskowo. Aż trudno uwierzyć, że dzisiaj grała skacowaną kobietę. Jeśli Bóg byłby kobietą wszystkie powinnyśmy tak wyglądać po nieprzespanej nocy z winem w roli głównej ;)

Ogólnie odcinek nie był tak dobry jak poprzedni. Nie było żadnych przełomowych zmian w życiu bohaterów - poza kolejnym zerwaniem Mańki, nie śmiałam się, w zasadzie poza Andrzejkiem i jego zaparowanymi okularami nic mnie nie ujęło.
Ale za nowego adoratora Zośki, gotowanie i emerytów daję 3,5 bobra.