Recenzję napisał bggh i to on przyznał bobry (admin).

Kolejna prapremiera za nami, pozostały dwa odcinki do finału.

Nadal denerwuje mnie nowa czołówka, w której nie ma nawet kultowej sceny z potykającym się Brunem i aktorzy są podpisani postaciami, a na “tyłówce” dają “Na dobre masz zawsze mnie”, albo jakieś inne utwory, zamiast słynnej piosenki Ani Jurksztowicz, ale to jednak mniej mnie obchodzi, no ale cóż minęło piętnaście lat zmieniła się Leśna Góra i lekarze, serial stawia na sensacje, w mniejszym stopniu na wartości. Target serialu chyba też się zmienił.

Mam wrażenie że większości fanów powie, że odcinek bez genialnego Michała Żebrowskiego jako Falkowicza to odcinek stracony, czyżby to początek jego końca w serialu? Jest świetny sam w sobie, po granym przez Adamczyka Kozerskim brakowało mi jakiegoś porządnego czarnego charakteru.

Dla mnie filarem tej produkcji po tym jak Zosia i Kuba zeszli na dalszy plan stali się Lena i Latoszek.

Bardzo podobała mi się scena wieczornej rozmowy jej i Hany, to było bardzo mądre. Świetny Bartosz Opania jako Witek z depresją i szokiem pourazowym, aktor rewelacyjnie to zagrał, zwłaszcza scenę kiedy ściąga kaptur i każe Przemkowi żeby spieprzał, to z jakim tembrem głosu wyrzucił z domu Hanę też dla mnie było aktorstwem pierwszej klasy. Szkoda mi Leny, widzę jak musi być jej trudno kiedy bez niego sama sobie radzi, Latoszka zresztą też, szczególnie jego psychiki, mężczyzna nie ma już siły na nic i jest cieniem samego siebie, wzruszyła mnie a zarazem wkurzyła scena z podnoszeniem lampki. “Idź niańczyć Felka” było naprawdę złośliwe, nie powinien tak powiedzieć nawet jeżeli był wściekły na wszystko, a zwłaszcza na niemożliwość operacji. Lena zajmuje się nim wbrew swojej woli, bo tak naprawdę to on powinien o nią walczyć. Cały ten wątek wydaję mi się niezłą kopią wątku sprzed lat “Lena-Latoszek-Edwards” nie pamiętam czy doktor przespała się z profesorem czy nie, chyba nie, ale wtedy okazało się że ma raka i miała zmiany nastrojów (Świetnie to widać w odcinkach 412-415).
Pamiętam jak Witek pięknie wtedy się o nią starał(np. cudowne odcinki 406- 411) Mimo wszystko w takiej sytuacji gratuluje Lenie altruistycznej postawy, gotowej jak lwica walczyć o swoje małżeństwo i zdrowie mężczyzny, Witek też ją kocha tylko nie umie sobie poradzić z nową rzeczywistością, notabene zawsze miał problemy z okazywaniem uczuć słowem, zresztą siedem plag egipskich to już u nich standard. Przeróbki scenariuszowe zdecydowanie odbiły się na jakości tego wątku, wszystko jest u Latoszków teraz przedstawione na chybcika bo mamy teraz ważniejsze postacie, ale trzymam kciuki za kolejny sezon.

Latoszek zachowuje się teraz trochę jak drwal z “Czarnoksiężnika z krainy OZ”. Mam nadzieję że słowa Hany do niego o prawdopodobnym wyjściu Leny i Felka na zawsze będą dla niego “zimnym prysznicem” i w całej tej nienawiści do świata i siebie, znajdzie miejsce na przemyślenia, kobieta na pozór jest pogodzona z sytuacją ale tak naprawdę wszystko w sobie tłumi, jest zagubiona i bezsilna. Dramat doktora potrafi widza przygnębić, mam nadzieję że z pomocą Leny łatwiej przyjdzie mu się ponownie otworzyć na życie, wszystko na razie wydaje mi się cynicznie. Wszystkie decyzje zostawia na później, na szczęście nie użala się nad jego stanem i jak już pisałem kocha Go, chociaż najważniejsze jest teraz by mu pomóc raczej jak człowiek człowiekowi i dać siłę do walki, nie jest wyraźnie widoczne że Go kocha tylko ja tak uważam. Starska zadaje sobie pytanie: “Co się człowieku z Tobą stało i dlaczego?” Przytoczenie postaci drwala z bajki w poprzednim odcinku daję nadzieję że  Witek podobnie jak ta bajkowa postać “Wyruszy w drogę by odzyskać serce”. Mam wrażenie że powróci motyw z śmiercią brata Latoszka. Mam również nadzieję że do Leśnej Góry wróci Jasiek i odegra jakąś rolę pomiędzy ciągnącym się motywem rozerwanego trójkąta “Witek-Lena-Agata”. Konica ma mu zdejmować za jakiś czas aparat z nogi.

Wracając do Latoszka powinien błagać Lenę o wybaczenie, nie mam nic przeciwko temu by na kolanach, jest w takim stanie na własne życzenie bo pojechał średnio przygotowany na wojnę. Człowieczeństwo polega również na pomocy drugiemu człowiekowi i do tego ograniczy się Lena, o resztę Witek będzie musiał się postarać. Ten wątek pokazuje że rany na duszy są znacznie trudniejsze do wyleczenia od tych fizycznych. Latoszkowi nie jest wszystko aż tak bardzo obojętne, bo przegonił zainteresowanych domem szybko.

Osią odcinka jest też objęcie kandydatury przez Wiki, naciągane to, szkoda Sambora i wcale nie podoba mi się ten wątek. Okazuje się że Consalida wcale nie porozmawiała z Tomaszem który chciał żeby przeniosła się do Gorzowa. Mimo zaleceń Konicy i Pawła nie posyła pacjenta z schizofrenią i poważnymi wewnętrznymi urazami wewnętrznymi (dziura w dwunastnicy, naderwana kreska) do specjalistycznego ośrodka, kosztem ściągania wszystkich lekarzy cudem go ratuje. Ciekawy przypadek ale wcale nie czuję już napięcia na scenach operacji, może to kwestia wieku. Taki początek ordynatury nieciekawy i żałosny, mimo tego uwielbiam Wiktorię, pani Ordynator dominuje męską częścią załogi jak może. Falkowicz pewnie by się nie dał. Tomasz jest na każde jej zawołanie, podnosi, przynosi jedzenie, pomaga, zero ciekawości w tym wątku i jego udziału w tym związku. Nie zapowiada się to dobrze.

Paula wróciła do szpitala pijana i z urazem głowy, na szczęście nie było to nic poważnego, nie jest taką egoistyczną wiedźmą za jaką ją wcześniej uważałem, ale jest zagubiona jak chyba się tylko da. Dziwne bo chcę stworzyć szczęśliwy związek z zaawansowanym narkomanem i ma nadzieję że go z tego wyciągnie, ale on chyba nie chcę tego dziecka wychować, takie mam wrażenie. W końcu z pomocą Hany decyduje się oddać dziecko rodzicom i spróbować sprostać swoim problemom.

Gawryło i Wiki świetnie wyglądają jako przyjaciele, to co działo się między nimi w tym odcinku było naprawdę sympatyczne.

Nie jestem fanem pary Hana i Piotr ale bardzo podobało mi się to przytulenie się do niego. Ciężko mi zrozumieć wyjazd Doktor Goldberg do Tel-Avivu, to była ucieczka. Bo co? Bo sprzeczka z Piotrem? Hana kiedyś taka nie była, dała nadzieję, wiarę, mądrość życiową innym bohaterom. A może sama nie ma już siły na kolejne starania o dziecko i walkę o szczęście, ale to zdecydowanie do nie pasuje. Scenarzyści jeszcze gorzej zepsuli tę postać.

Związek Przemka i Oli jest wymuszony i nudny, aczkolwiek dobrze, że są szczęśliwi.

Tekst Adama o pianie to mistrzostwo świata.

Ni mniej ni więcej końcówka była bardzo smutna i wzruszająca, przepiękna muzyka w napisach końcowych.

Tretter zadziwiająco spokojny w trakcie tych wszystkich reform szpitalnej ordynatury.

Dwa bobry przyznaję za smutną  scenę w sypialni Latoszków która jak dla mnie była sednem odcinka  i przyjaźń Wiki i Gawryło.