Zabieram się do pisania tej recenzji jak przysłowiowy “pies do jeża” ;)
Z kilku powodów. Przede wszystkim - pierwszy odcinek, klimat, muzyka, zdjęcia, zarys zagadki, samopodpalenie spowodował, że poszalałam z bobrami.
Później było już słabiej. W zasadzie po drugim epizodzie odstawiłam “Pakt” na “kiedyś”.

Jestem świeżo po finale.
Kilka słów tradycyjnie poniżej.

Po sześciu odcinkach jestem rozczarowana. Już w połowie sezonu kolejne morderstwa, samobójstwa, intrygi zaczęły mnie nużyć. Mam wrażenie, że serial na który czekałam z taką niecierpliwością w efekcie okazał się… przereklamowany?
Klimat który początkowo bardzo chwaliłam zaczął mnie odrobinę przytłaczać. Finał rozczarował. Szef organizacji, która wymyśliła poświęcanie dzieci wyskoczył jak królik z kapelusza. Cały czas miałam wrażenie, że za paktem stoi ktoś znajomy. Ktoś, kogo pojawienie się w ostatnich scenach wywoła efekt WOW i ciarki.

Czuję, że nie wykorzystano potencjału wielu świetnych aktorów, którzy pojawili się tylko w przelocie (m.in. Pan Chabior, czy Piotr Fronczewski).

Jednak rozumiem, że “Pakt” mógł się podobać. Ba! Sama uważam, że kilka scen to prawdziwe artystyczne perełki.

Ja chyba nie przepadam za mglistymi klimatami rodem ze Skandynawii, więc nie mogę Wam obiecać, że nadrobię i porównam obie wersje. Jednak jeśli ktoś widział norweski “Układ” to zapraszam do komentowania.

Nie jestem zachwycona, nie mogę jednak stwierdzić, że Pakt był złym serialem.
Za realizację i wspomniane wyżej zdjęcia daję 2,99 bobra.

PS. Dalej nie rozumiem dlaczego HBO nie chce kontynuować Watahy…