Świętowanie i grille przerwane ze względu na stan pogody. Dlatego czas na prapremiery.
Kilka słów poniżej.

Paweł nadal chce walczyć o Ankę ale idzie mu to bardzo opornie. Krótkie spotkanie z ukochaną kończy się wyrzuceniem go z domu.
Dziewczyna nie chce słuchać żadnych wyjaśnień - w przeciwieństwie do jej ojca, który ewidentnie kibicuje Anuszewskiemu.
Ania spotyka się z Adamem, a później trafia na jego stół operacyjny, Wiemy już, że doktorek nie jest bezinteresowny - spowodował wypadek pod wpływem alkoholu (o czym dowiedział się Kazimierz) i teraz musi ratować swoją skórę i robić wszystko aby dziewczyna była sprawna i zdrowa.

Darek i rozmowy z Blanką jak zwykle udane.
Stanisław i Halinka postanowili się pogodzić - mam nadzieję, że w kolejnych odcinkach wróci dawna zażyłość - czytaj połajanki i czepialstwo ;) To było urocze.

Pojawił się Janusz, który przez ostatnie miesiące przebywał w Norwegii. Widać, że zmienił swoje życie - chce się bratać i wybaczać. Tak jak każdy kawaler w Białej od razu “wpadł w sidła” Blanki. Córka Darka ma już trzech adoratorów: policjanta, weterynarza i mechanika.

Janusz zawsze był dla mnie najbardziej przerysowaną postacią, a nawet momentami podejrzewałam go o chorobę psychiczną ;) I nic w tej kwestii się nie zmienia. Chociaż tym razem skupia się na jedzeniu ryb i dbaniu o odpowiednią ilość kwasów omega w organizmie.

Numerem jeden dziesiątego epizodu był wątek Burmistrza. Od śniadania z Kotkiem (”trochę kusy” - piękne nawiązanie do Ranczo :), przez rozmowy z żoną, na metamorfozie kończąc.
A już wisienką na torcie było zaproszenie do domu Klaudiusza, który nie mógł nadziwić się, że na końcu świata spotkał małżeństwo z tak otwartymi poglądami w sferze seksualnej. Bo jak inaczej zinterpretować słowa: mieszkamy z żoną i Kotkiem, który jest młodym, przystojnym partnerem żony!
Uśmiałam się :)

Odcinek nie podobał mi się tak bardzo jak poprzednio. Na wyróżnienie zasługuje oczywiście Burmistrz i relacja Blanki z ojcem (+kalambury Młodego).
3 bobry.