„Pij, bo jeszcze jakąś zarazę rozniesiesz” – po odcinku 6

Serial nie zwalnia, nie robi niepotrzebnych przystanków i pędzi z akcją do przodu.
Dlatego też mam obawy.

W każdym polskim serialu, gdzie para poznaje się i zakochuje w pierwszej serii, kolejna odsłona jest dużo, dużo słabsza.
Scenarzyści wymyślają beznadziejne wątki w których zazwyczaj królują zdrady, kłótnie i rozstania. Dlatego boję się, że drugi sezon „To nie koniec świata” (bo chyba nikt nie ma wątpliwości, że takowy powstanie) nie będzie miał tak wysokiego poziomu.
Mam nadzieję, że w przyszłym roku „odszczekam” swoje słowa 😉 I naprawdę trzymam kciuki za pomysłowość ludzi od scenariusza.

Od początku szóstego odcinka było śmiesznie. Rozmowy ojca z córką, burza, podczas, gdy Paweł starał się naprawić dach na swojej przyczepie i zaproszenie na kolację. Rozmowy o „sportach strzeleckich” i poprawie pogody. Kazimierz jak zwykle bezbłędny.
Na szczególną uwagę zasługuje polowanie, kiedy okazało się, że „cel” żyje. Pocałunki i uściski ojca Anki. Reprymenda Stasia i szok Anuszkiewicza.
Jaka piękna przyjaźń łączy myśliwych.

Kolejny wątek. Zmiana lokalizacji i nowi bohaterowie. Sadzenie lasu. „Rydwan jest Twój Apollo” – czyli taczki dla Pawła i mecz z mieszkańcami Podlasia. Kolejne świetne sceny, które gruntują pozycję Warszawiaka w Białej Podlaskiej.

Najbardziej irytuje mnie Janusz – weterynarz, chociaż jego postać nie jest stricte „czarnym charakterem”. Mam wrażenie, że jest okrutnie przerysowany. Momentamipodejrzewam, że mężczyzna ma problemy ze zdrowiem psychicznym.
Manipulacja wywiadu – takie rzeczy widziałam w kabarecie 😉

Darek i Ula – kolejna część starcia kochanków. Wystarczyło wspomnienie o biznesie z innym mężczyzną. „Cyfry, liczby”. I porady sercowe mechanika.  Eryk Lubos rewelacyjny. Ale to już tradycja.

Paweł wyznał Ance, że mu na niej zależy. I były pocałunki. O ile pierwszy, spontaniczny był raczej przyjacielski, to już drugi – urodzinowy… Tak należy się całować w polskim serialu.
Wzruszająco, romantycznie, z rewelacyjnie dobraną muzyką. W deszczu. Wszystko dobrane idealnie.

Trochę zaskoczyło mnie to, że na urodzinach Anki nie pojawili się jej podopieczni, lub chociażby Burmistrz z małżonką. Zdecydowanie za mało ludzi pamiętało o jej święcie.
Spędziłam jednak kolejne 40-kilka minut świetnie się bawiąc i naprawdę nie będę obniżać oceny.
Po raz kolejny 4 bobry.
Akcja, obsada i pomysłowość 🙂

16 odpowiedzi do “„Pij, bo jeszcze jakąś zarazę rozniesiesz” – po odcinku 6”

  1. Mój ulubiony serial zdecydowanie. Za mało Halinki, za mało Darka natomiast Kazimierz jest świetny w każdej scenie. Bardzo możliwe, że w nowych odcinkach rozpoczną się kłótnie głównej pary ale mam to w nosie. Jest tyle świetnych postaci, że serial na pewno sie wybroni! 🙂

  2. I doceniam jeszcze dialogi. WIększość wywołuje mój szczery uśmiech, z każdego odcinka można kilkanaście cytatów wybrać 😉

  3. Jest to jeden z niewielu polskich seriali ostatnich czasów, którego dialogi, cytaty czy poszczególne sceny sprawiają, że naprawdę dobrze się bawię. Ta świetna komediowa aura sprawia, że wszelkie niedociągnięcia nie rażą aż tak bardzo i całość ogląda się z przyjemnością 🙂

  4. Mnie trochę irytuję postać Haliny jest moim zadaniem bardzo podobna do tej którą grała w szpilkach na giewoncie.

  5. coś niesamowitego!!!! w jednym odcinku zawiązanie intrygi, jej efekt i rozwiązanie, bez jakiś głupich niedomówień, cichych wojen i tego całego zamieszania rodem z brazylijskich telenowel…….da się? ano da!….to tak na marginesie do szanownych scenarzystów zatrudnianych przez tvn…….

  6. niestety brak prapremiery kolejnego odcinka na ipli. Recenzja w innym terminie 😉 A szkoda, bo chcialam sie wyluzowac po Przepisie na życie 😉

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *