Serial nie zwalnia, nie robi niepotrzebnych przystanków i pędzi z akcją do przodu.
Dlatego też mam obawy.

W każdym polskim serialu, gdzie para poznaje się i zakochuje w pierwszej serii, kolejna odsłona jest dużo, dużo słabsza.
Scenarzyści wymyślają beznadziejne wątki w których zazwyczaj królują zdrady, kłótnie i rozstania. Dlatego boję się, że drugi sezon “To nie koniec świata” (bo chyba nikt nie ma wątpliwości, że takowy powstanie) nie będzie miał tak wysokiego poziomu.
Mam nadzieję, że w przyszłym roku “odszczekam” swoje słowa ;) I naprawdę trzymam kciuki za pomysłowość ludzi od scenariusza.

Od początku szóstego odcinka było śmiesznie. Rozmowy ojca z córką, burza, podczas, gdy Paweł starał się naprawić dach na swojej przyczepie i zaproszenie na kolację. Rozmowy o “sportach strzeleckich” i poprawie pogody. Kazimierz jak zwykle bezbłędny.
Na szczególną uwagę zasługuje polowanie, kiedy okazało się, że “cel” żyje. Pocałunki i uściski ojca Anki. Reprymenda Stasia i szok Anuszkiewicza.
Jaka piękna przyjaźń łączy myśliwych.

Kolejny wątek. Zmiana lokalizacji i nowi bohaterowie. Sadzenie lasu. “Rydwan jest Twój Apollo” - czyli taczki dla Pawła i mecz z mieszkańcami Podlasia. Kolejne świetne sceny, które gruntują pozycję Warszawiaka w Białej Podlaskiej.

Najbardziej irytuje mnie Janusz - weterynarz, chociaż jego postać nie jest stricte “czarnym charakterem”. Mam wrażenie, że jest okrutnie przerysowany. Momentamipodejrzewam, że mężczyzna ma problemy ze zdrowiem psychicznym.
Manipulacja wywiadu - takie rzeczy widziałam w kabarecie ;)

Darek i Ula - kolejna część starcia kochanków. Wystarczyło wspomnienie o biznesie z innym mężczyzną. “Cyfry, liczby”. I porady sercowe mechanika.  Eryk Lubos rewelacyjny. Ale to już tradycja.

Paweł wyznał Ance, że mu na niej zależy. I były pocałunki. O ile pierwszy, spontaniczny był raczej przyjacielski, to już drugi - urodzinowy… Tak należy się całować w polskim serialu.
Wzruszająco, romantycznie, z rewelacyjnie dobraną muzyką. W deszczu. Wszystko dobrane idealnie.

Trochę zaskoczyło mnie to, że na urodzinach Anki nie pojawili się jej podopieczni, lub chociażby Burmistrz z małżonką. Zdecydowanie za mało ludzi pamiętało o jej święcie.
Spędziłam jednak kolejne 40-kilka minut świetnie się bawiąc i naprawdę nie będę obniżać oceny.
Po raz kolejny 4 bobry.
Akcja, obsada i pomysłowość :)