Planeta Singli – kilka słów od entuzjastki komedii romantycznych

Czyli ode mnie 😉
Na świeżo, po seansie, z prośbą – nie oglądajcie zwiastunów przed wizytą w kinie – zepsują Wam sporo przyjemności.

Jestem wielką fanką romantycznych wytworów i w swoim życiu naoglądałam się sporo filmów o miłości. Szczerze mówiąc w kategorii „komedia romantyczna” jest mnóstwo „gniotów”. Nie mówiąc już o rodzimych dziwadłach 😉
Moje TOP od lat się zmienia, jednak brytyjska „To właśnie miłość” jest najbliżej ideału.
Jak wypada „Planeta Singli”?

BEZ WIĘKSZYCH SPOILERÓW 😉

Na wstępie zaznaczam, że wydarzył się cud – ja daje „Planecie” 3,5 bobra, a mój prywatny facet, który na sam dźwięk „romantyczna” dostaje nerwowych tików kazał mi podnieść ocenę na 4! 😉
Nie dam się, bo jednak było kilka minusów… Chociażby product placement (niezbyt nachalny, jednak wyczuwalny), świadomość, że bezrobotna fryzjerka jeździ… zobaczycie czym, a główna bohaterka z ciuchów cioci Kloci z lumpeksu nagle ma kreacje… w zasadzie to też musicie zobaczyć…

Niczego nie będę zdradzać. Jest sporo zwrotów akcji i kilka niebanalnych rozwiązań scenariuszowych. Ogólnie to kolorowa opowieść o miłości.
Największe plusy to zdecydowanie wątki komediowe – czyli randki. Ilość zwariowanych postaci, które można poznać przez internet jest zatrważająca (tego właśnie brakuje mi w Singielce). Sceny są dobrze zmontowane, szybkie, a sala kinowa śmieje się w głos (już dawno nie widziałam aby faceci tarzali się ze śmiechu na babskim filmidle 😉

Piotr Głowacki jest rewelacyjny. Aktor wyrasta na prawdziwą perłę polskiego kina i nie dziwię się, że kolejni reżyserzy zapraszają go do współpracy.
Stuhr jest całkiem wiarygodny, Karolak nie męczy zbytnio, a Książkiewicz pozytywnie zaskakuje 🙂
Nawet Domagała tym razem nie gra kompletnego debila 😉

Niezbyt przekonuje mnie wątek matki. Miałam wrażenie, że scenarzyści mieli jakiś większy pomysł, a w trakcie ktoś pociął scenki i przypadkowo poumieszczał je w filmie.
Mam jeszcze kilka zastrzeżeń, jednak nie mogę o nich napisać – bo wiem, że popsuję Wam przyjemność. Mam też sporo pozytywnych spostrzeżeń, o których nie wspomnę z tego samego powodu 😉

Ogólnie: film jest lekki, kolorowy, pozytywny i momentami bardzo śmieszny.
Myślę, że niebawem pobije jakieś rekordy – wszak idealnie wkomponował się w okres „Walentynek”.
3,5 bobra. Ale znacie mnie, ja się czepiam 😉

5 odpowiedzi do “Planeta Singli – kilka słów od entuzjastki komedii romantycznych”

  1. Takie filmu trzeba było mi – zabawny, pozytywny, ale też i wzruszający i bezpretensjonalny. Ja bym dała o jednego bobra więcej. 😉

  2. Idealny film na walentynki! ja akurat poszłam ze swoim facetem i myslalam ze bedzie mi potem marudzil ze znow go wyciagnelam na jakis glupkowata komedie romantyczny a tu sie zdziwilam bo mu sie naprawdę podobalo 🙂 wiec ogolnie warto isc na film

  3. Akurat to, że znaleźli się sponsorzy do filmu, jak dla mnie jedynie zwiastuje dobry film. Nikt nie chciałby się podpisywać pod czymś przeciętnym. 😉

  4. Fiona np. taki Pan Smarzowski nie potrzebuje lokowania produktów, a robi dobre filmy o genialnej oglądalności 😉

  5. Jestem świeżo po seansie, przekonałaś mnie Adminko by wybrać się do kina na ten film, jak radzili również na innych forach nie obejrzałam wcześniej zwiastunów i nie czytałam streszczeń- i wszyscy mieliście rację, film jest po prostu świetny! śmiech, śmiech, wzruszenie, śmiech wzruszenie… niesamowite, nawet mój mąż śmiał się w głos.
    Chemia, przekomarzanie się a potem zakochanie między głównymi bohaterami świetnie pokazane.
    Randki z internetu to rzeczywiście istne show!
    Czegoś mi brakowalo cały czas w serialu „Singielka”- po tym filmie już wiem czego: chemii między Elką a Tomaszem i odejścia od projektu ‚jak znaleść faceta w 274 dni’.
    Polecam Planetę Singli z czystym sumieniem, chętnie wybrałabym się drugi raz.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *