Serial komediowy z Wielkiej Brytanii.
Zaczęłam oglądać, wyśmiałam, włączyłam kolejny odcinek i minęły dwa sezony ;)

Plebs to serial, w którym nie brakuje głupich sytuacji, przedziwnych bohaterów i jeszcze bardziej irracjonalnych wątków.
Zacznijmy od początku. Co oznacza słowo “Plebs”? Ze Szkoły podstawowej wiemy, że to nazwa najniższej warstwy społecznej w Rzymie.

Ale jak tutaj mówić o plebsie, kiedy jeden z bohaterów posiada niewolnika, a reszta historii kręci się wokół pewnego magistratu?
Ktoś pracujący w biurze (nawet jako starożytna forma ksero lub niszczarki) z pewnością nie uważa się za najniższą warstwę! Tym bardziej, że stać go na mieszkanie, wyjścia na miasto, lub uczestnictwo w wielu atrakcjach.

Trzeba przymknąć oko. Przymknęliście?
To jeszcze odrobinę…

Plebs to opowieść o trójce przyjaciół, którzy pracują w stolicy. Jest kędzierzawy amator kobiet (notorycznie podrywany przez szefową), jest nasz bladawy bohater główny - który szuka miłości i jego niewolnik Grumio, którego perypetie wystarczą na nowy serial komediowy ;)

W zasadzie każdy odcinek ma historię - ktoś coś nabroił i trzeba mu pomóc, lub wręcz przeciwnie - bohaterowie muszą dostać się do pewnego miejsca, lub sprostać życzeniom jednej z ukochanych.
Gdyby nie koślawe “togi” akcja “Plebs” mogłaby dziać się w obecnych czasach.  I na tym właśnie bazują twórcy.

Serial jest lekki, komediowy i przyjemny w odbiorze (poza kilkoma wydarzeniami, które dosłownie ocierają się o zjadliwość).

Spotkałam się gdzieś z opinią, że Plebs jest podobne do skeczów Monty Pythona… Ale nie wierzcie w to! To zupełnie inny rodzaj poczucia humoru (MP wyniósł absurd na wyżyny).
Serial prędzej porównałabym do amerykańskich filmów “klasy B” opowiadających o grupie studentów/współlokatorów.

3 bobry.

Jednak jestem w stanie zrozumieć jeśli ktoś da 1 zwierzaka, a jeszcze kto inny 5 :) Taka to produkcja.