Platforma Netflix wypuściła sześć nowych odcinków Black Mirror.
Tradycyjnie każdy z nich opowiada inną historię, więc jeśli tylko macie godzinkę wolnego czasu - namawiam na seans.
Bez Spoilerów, w kilku słowach.

Wszystkie opowiastki wywarły na mnie “jakieś” wrażenie. Jednak szczerze mówiąc żaden z odcinków trzeciego sezonu nie sprawił, że straciłam kapcie, czy zostałam z opadniętą szczęką. Ale ciężko będzie np. przebić Premiera UK i jego świński wyczyn celem ratowania księżniczki.
Ogólnie mam wrażenie, że klimat brytyjski bardziej serialowi pasował.

Zdaję sobie sprawę, że zdania będą mocno podzielone, a każdy z Was będzie miał innego ulubieńca.
Ja pochwalę “Shut up and dance”, który naprawdę cały czas trzyma widza w napięciu i ostatni w sezonie “Hated in the Nation” - bowiem nie spodziewałam się, aż takiego obrotu spraw.

Black mirror to serial, który daje do myślenia.
Jednak z bólem serca przyznaję, że to już nie to samo… Czekam na więcej.
Chociaż to głupia fantazja - to chciałabym, aby kolejna odsłona znowu zostawiła mnie z bólem głowy i w kompletnej psychicznej rozsypce ;)