“Bardzo Cię polubiłam chłopie” - Tak mówiłam w poprzedniej odsłonie.
Co się wydarzyło?

Mam w sobie takie… “Eeee?”, “Serio?”, “Naprawdę?”.
Finał za nami. A w tle czai się nowy sezon - co do tego chyba nie macie żadnych wątpliwości.

Zacznijmy od sprawy dziecka.
OPIEKUNKA!
A jednak?
Scenarzyści poszli po linii najmniejszego oporu. Psychopatka zakochana w Bartku porwała dziecko i wychowuje je jak swoje.
Ktoś jej pomógł. Pewnikiem sam najbardziej zainteresowany. Albo przyjaciółka. Tylko, że już nie jestem zaciekawiona tym wątkiem.
Chciałabym jedynie zobaczyć minę Marty, kiedy dowie się, że Maksio żyje.
Jak można to zrobić matce? I co mogło kierować chorym mózgiem?
Może to jest jednak kolejny bękart Dyrektora?

Wracając do nieślubnych dzieci. Wiemy, że Ola nie poddała się aborcji. Ojciec ubolewa nad romansem i ma w sobie żądzę zabójcy.
“Maleńka” Ola wepchnęła nóż w brzuch konkurentce i uciekła.
Najgłupsza sprawa w historii tego serialu. Ot taka pomyłka, błahostka.
Cała scena wyglądała jak niedorobiona sytuacja w “Trudnych sprawach”. Niby chce dziabnąć kłamcę, ale gdzieś ta ręka się przekręca, ktoś wskakuje przed szereg, a w efekcie poszkodowana z raną kłutą w brzuchu traci głos.
Sekundę później już jest gotowa do marszu na salę balową. Tak. Pani z dziurą zagrażającą życiu, z narzędziem zbrodni w ręce, aby efekt był lepszy. I cała na biało. Prawie jak ZOMBIE ;)
+ Ten nóż wbity w parkiet.

Jak to zobaczyłam, to gdzieś ulotniła się cała sympatia do aktorów, ról, scenariusza itp.

Po co to komu? Jakbym widziała drugi sezon Belfra, bez Belfra.

Mogłabym pisać o innych relacjach, tylko nie wiem po co klepać w klawiaturę.
Po świetnych sześciu odcinkach jeden jest zmarnowany. Cóż, że to Finał.
2 bobry.