Nadal nie mogę otrząsnąć się po informacji o śmierci Pani Przybylskiej.
Jednak świat dalej się kręci, każdy musi wrócić do pracy i swojego życia.

Ale, że zupełnie nie jestem w nastroju, dzisiaj dosłownie kilka zdań po prapremierze.

Chciałabym w tym sezonie Lekarzy przyznać komplet punktów za odcinek. Ale uwierzcie mi - naprawdę nie ma za co.
Akcja nadal się wlecze, główna bohaterka coraz bardziej zbliża się do Przemka, chociaż wymienia namiętne pocałunki z Andrzejem.
W jej związkach nie ma żadnej iskry, żadnego “światełka w oczach”, mam wrażenie, że śmiało moglibyśmy przewinąć losy Alicji do finału i nic byśmy nie stracili.

Są również postacie drugoplanowe.
Ale w dzisiejszym odcinku i z nimi było słabo. Filip zdobył zgodę na operację za 2 tysiące dolarów, Jivan leczył słynną skrzypaczkę, a Wanatowie wpuścili pod swój dach surogatkę z Ukrainy.

Pomijając już fakt, że spożywanie alkoholu w ciąży jest haniebne to zastanawiałam się czy Irmina po prostu nie mogła schować tych puszek po piwie?
Wiedząc jaką umowę podpisuje i znając Izę piwo mogło zostać wyrzucone do śmieci i wyniesione na śmietnik. Chyba, że młoda Ukrainka jest aż tak głupia.
Ale tak jak pisałam wcześniej w polskim serialu są “oczywiste - oczywistości”. Te puszki musiały mieć swój dalszy ciąg w scenariuszu.

Problemy finansowe szpitala, a w gabinecie Elżbiety pęki świeżych róż za kilkaset złotych (cóż za niegospodarność!).
Karkoszka przepuszcza atak.

Zdecydowanie na plus Pan Koman i wyważone sceny z jego udziałem.

Na plus postać gościnna. W końcu zatrudniono aktorkę z prawdziwego zdarzenia! Monika Krzywkowska dała radę i wątek z pacjentem nie wyglądał jak jeden z wielu w produkcji codziennej TVN pt.”Szpital” (czy Ukryta prawda). Za to i koncert w toruńskim szpitalu dam bobra.

Reszta nijaka.

Nie wiem czy to nie czas aby powoli myśleć o zakończeniu “Lekarzy” lub zupełnym przebudowaniu głównych wątków.

2 bobry.