Powiedz Tak odcinek 10 - recenzja prapremiery.

Dziwne uczucie. Już zżyłam się z bohaterami serialu, a mam świadomość (jeszcze niepotwierdzoną przez władze Polsatu, jednakże wynikającą z oglądalności), że to ostatnie odcinki Powiedz Tak.

Z tą świadomością pisać recenzje jest… ciężko. Nie używając wulgaryzmów ;)

Ale jazda z koksem - czyli odcinkiem nr 10.

Szczerze mówiąc przez połowę seansu mocno się wynudziłam. Baśka u taty i erotomana-Prezesa. Dodatkowo rozmowa z Elżbietą i bara-bara z Filipem. Za dużo, za szybko, bez sensu.
Olga chce mieć drugie dziecko, a jej mężczyzna nie jest tym faktem zachwycony.

Nagle Wiktor głosem Pawła Domagały mówi: “Pocałuj mnie w dupę!”. I od tego momentu odcinek nabrał barw i treści.
Cokolwiek byśmy nie myśleli o “stylówce” grajka to jednak muszę mu przyznać jedno: Dobrze mieć takiego przyjaciela. Człowieka, który stale o nas myśli, martwi się i sprawdza, czy nie pakujemy się w kłopoty.
Wiktor jest zakochany w Baśce i to zdecydowanie utrudnia ich relacje. Ale cieszę się, że chłopak nie jest jednowymiarowy i z odcinka na odcinek coraz bardziej go lubię.

Justyna ma raka jajnika. Na szczegółową diagnozę jeszcze chwilę poczekamy. Młoda dziewczyna, która zdaje sobie sprawę, że ma w ciele “bombę zegarową” i robi dobrą minę do złej gry - Więdłocha świetna.
Baśka jeszcze nic nie wie. I też odrobinę się dziwię Justynie, która ukrywa chorobę przed najbliższymi. Podejrzewam, że to tylko kwestia dni.

Cioteczka w końcu dowiedziała się prawdy. I dobrze, że Mirek postawił na swoim. Mieć tak oddanego rycerza, miłość na wyciągnięcie ręki i zupełnie to ignorować? Zofia jeszcze zatęskni.
Imprezka i rozmowy o facetach - całkiem udany zabieg. Żałuję, że trwał zaledwie kilka minut.

Był oczywiście ślub odcinka. Sama uroczystość zabrała widzom około minuty. Uwielbiam Elżbietę Jarosik i za jej występ w Powiedz tak dam jednego bobra. Jestem bardzo ciekawa co przekonało córkę postaci do pokazania się na uroczystości. Wszak wiedzieliśmy jakie ma zdanie o Panu Młodym.

Beata odrobinę mnie wkurzyła. Po co te pretensje do Basi o wyjawieniu prawdy o zdradzieckim narzeczonym? Czyżby wolała być okłamywana przez kilka lat? Po ślubie?
Przecież gdyby nie uczciwa organizatorka wesel to miałaby właśnie męża, który cały czas “skacze na boki”.
Jest się o co kłócić?

Odcinek mimo wszystko zaliczam do udanych.
Trzasnę z wysokiej półki - 3,5 bobra. I wiersz Białoszewskiego.