W końcu doczekałam się emisji nowego odcinka w serwisie Ipla.
Dlatego od razu postaram się sklecić kilka słów ;)
Poniżej - bo to prapremiera.

Wesele się odbyło. Niestety, a może na szczęście (Pana młodego) nie było czterystu gości, fajerwerków, harfistki i kelnerów.
Odrobinę nad tym ubolewam. Chciałam zobaczyć jak wygląda przyjęcie z budżetem 300 tysięcy.

Basia i Wiktor dostali zaproszenie na kolację u badylarzy.
Chronicznie nie trawię takich facetów jak Michał. Nie widzę, aby był bardzo nieszczęśliwy w związku z Olgą - ot chociażby namiętny seks na śniadanie.
Powiedzcie mi po kiego grzyba zawraca głowę Basi? Te teksty o zazdrości, komplementy, słodkie oczy… Czego on się spodziewa?
Miałam wrażenie, że scenarzyści chcieli, abyśmy polubili Michała i zobaczyli jak wredna jest jego żona. Wyszło odwrotnie. Lubię postać Olgi, a Sylwia Gliwa z odcinka na odcinek coraz bardziej się rozkręca. Mam nadzieję, że kobieta zrozumie, że mieszka pod jednym dachem z gnojkiem, który sam nie wie czego chce.

Baśka też mnie zirytowała. Kolega, współlokator, z którym nic ją nie łączy. Tak? To dlaczego pozwala, aby znajomy namiętnie głaskał ją po łydkach?
Wiktor coraz bardziej się angażuje. Nadal uwielbiam Pawła Domagałę i uważam, że jest jedynym z najmocniejszych elementów serialu.
Justyna ma focha o niedoszłe zaręczyny i wyzywa swojego partnera od debili. Nawet tego nie skomentuję.

Odcinek na plus przede wszystkim za sprawą Pana Pazury. Bardzo podobała mi się jego reakcja na wątpliwości Basi (taka ojcowska duma) i cieszę się, że chce pomóc siostrze.
Pani Pakulnis tradycyjnie ma bobra ;)

Ogólnie nie jestem oczarowana. Bohaterowie zachowują się bardzo irracjonalnie.
Jednakże spędziłam miłą godzinę i myślę, że ocena 3 bobry będzie idealna.