Sponsorem tytułu jest Reni Jusis i piosenka “Osiem minut” - chociaż tym razem posłużyłam się cytatem z refrenu.
Siódmy sezon, siódmy odcinek i bardzo ważne minuty…

Cieszę się, że scenarzyści na dobre zamknęli sprawę sądowej batalii z bratem.

Przyznaję, że odcinek podobał mi się średnio. Przede wszystkim obawiałam się, że Cybulski i Agata będą do finału spotykać się na sali sądowej i wałkować sprawy majątków i odszkodowań.
Wszystko zakończyło się w momencie, kiedy skazano gwałciciela. Okazało się, że poza Anną Przybysz mężczyzna zaatakował kilka innych kobiet.

Nie wyobrażam sobie jak to traumatyczne przeżycie musiało wpłynąć na matkę Agaty. Wiemy jednak, że jej syn poniósł największe konsekwencje…
I dzisiaj dowiedział się, że jest dzieckiem z gwałtu. Smutne momenty na sali sądowej i bardzo mocne “Przepraszam” na końcu odcinka. W zasadzie ta prosta scena nie wymaga żadnego komentarza.

Agata jeszcze nie jest dobrą siostrą, ale mam wrażenie, że niebawem zapomni o wybrykach Michała. Agata jest już bardzo dobrą ciotką - co udowodniła w sprawie bratanka oskarżonego o handel dopalaczami. Ale nikt nie może zarzucić jej jednego - Agata jest świetną córką, która na wieść o stanie zdrowia ojca rzuca wszystko i jedzie do szpitala.
Martwiłam się, że udar Andrzeja będzie miał katastrofalne skutki. Okazało się, że ojciec szybko wybudził się ze śpiączki i został wypisany do domu pod troskliwe skrzydła Zosi.
Na duży plus również sceny z  wspierającym Markiem.

Żałuję, że Prokurator Hynek i Okońska pojawiają się tak rzadko.
Dorota wróciła do Kancelarii, ale mam dziwne wrażenie, że to już nie to samo… Bartek stroi fochy, Anieli w zasadzie nie ma, a Wojtek biega i zamartwia się o orientację syna.

Zauważyliście, że rodzina Cybulskiego z odcinka na odcinek coraz bardziej się powiększa?

Bez owijania w bawełnę - epizod średni i uratowany przez ostatnie minuty.

Na deser pyszne cukierki Rafaello - widzę, że product placement robi się coraz bardziej nachalny.

2,99 bobra