*Sponsorem tytułu jest Martina Matwiejczuk.
Prapremiera za nami.
Jeśli jeszcze nie oglądaliście - nie czytajcie (spoilery, trąbki i rowery ;)

Mam wrażenie, że w każdym sezonie Prawa Agaty, ktoś z pracowników kancelarii musi w końcu mieć problemy z prawem.
Była Agata, Dorota, teraz nadszedł czas na Anielę.

Bartek ma rację.
Dziewczyna, a raczej jej wiedza i możliwości były bardzo często wykorzystywane do wygrywania spraw.
Dlatego też dziwię się, że taka specjalistka z dziedziny informatyki robi tak banalne błędy.
Jak można włamywać się ze swojego prywatnego komputera?
Każdy haker ma sprecyzowany dekalog, dzięki któremu jego namierzenie jest trudne, a niekiedy niemożliwe. A Aniela - stary wyjadacz serwerowy - ostrzegana przez Agatę - nie zadała sobie nawet odrobiny trudu, aby ukryć adres IP z jakiego się logowała.

Nie uważacie, że ta wpadka jest po prostu dziwna?
Scenarzyści zaspali, albo zapomnieli, że mają do czynienia ze specjalistką. No cóż… Dzięki nim będziemy świadkami sądowej batalii o pozyskanie tajemnicy państwowej.

Sprawa odżywek przeciętna, aczkolwiek cieszę się, że Bartek miał w końcu czas i miejsce na pokazanie widzom swoich umiejętności i znajomości prawa.
Szczerze mówiąc i nie odwołując się od wyroku Sądu ja nie chciałabym kupować niczego, co w jakikolwiek sposób służy do jedzenia, jeśli byłoby przechowywane w taki sposób. Ten “magazynek” wołał o pomstę do nieba.

Sprawa Agaty i Marka bardzo dobra.
Po raz kolejny na polskim ekranie pojawiła się “zamiana noworodków”.
Cieszę się, że finał był zaskakujący, a powódce nie chodziło jedynie o pieniądze.
Dziwi mnie trochę relacja z ojcem, który został uświadomiony, że jego żona go nie zdradzała, a dziecko najprawdopodobniej zostało podmienione. Dobrze, że w ostatnich minutach postanowił odbudować relację z córką (a nawet z córkami).
Abstrahując od wszystkiego dziwię się, że powódka w tak dziurawych spodniach została wpuszczona na salę sądową. Zawsze miałam wrażenie, że są jakieś granice. A dżinsy, w których oberwane dziury po prostu wiszą i powiewają - do takowych należą.

Nadal brakuje mi relacji Marka i Agaty. Ok - cieszę się, że są razem, cieszę się, że mieszkają na kartonach, ale brakuje mi tej całej otoczki, która była budowana wokół ich związku przez sześć sezonów.
Mam wrażenie, że ta idylla to jakiś wątek na skróty.
Przez tyle lat byłam trzymana w niepewności co do ich relacji, później pojawiły się nowe kobiety w jego życiu, ciąża Przybysz, brak rozmów, a w końcu happy end.
I mam wrażenie, że po takim czasie oczekiwania powinniśmy być świadkami powolnego, aczkolwiek rosnącego uczucia.

A nasza ulubiona para wygląda jakby spędziła ze sobą 20 lat życia i naprawdę ciężko im zrobić coś/cokolwiek szalonego, czy romantycznego.
Po huśtawce nastrojów w ostatnim sezonie nagle osiągnęła “Constans”. I to chyba nie jest stan, który satysfakcjonuje widzów.

Reasumując. Odcinek, a raczej sprawa zamienionych dzieci bardzo na plus. Po długich debatach ze swoim sumieniem nie pochwalę jednak nikogo.
Sprawa Anieli jak dla mnie wpleciona na siłę, na szybko i nie wiem po co (a raczej tak jak pisałam wcześniej, aby coś się działo).
Żałuję, że Kancelaria nie stawia na nowych adwokatów. Z przyjemnością powitalibyśmy jakiegoś przystojniaka, czy szaloną wariatkę/ekscentryczkę, która robi show na sali sądowej.
Trzymam kciuki, że coś jeszcze zmieni się w tej kwestii.

Za odcinek 3 bobry.