* Tytuł - cytat sponsoruje zespół Riffertone. Jednak nazwa utworu “Horyzont” w ogóle mi nie grała ;)

Już niebawem finał sezonu, a w nim wiele zmian w życiu bohaterów.
Co wydarzyło się w jedenastym odcinku?
Zapraszam ;)

*Miałam nadzieję, że przed końcem sezonu coś drgnie w relacjach głównych bohaterów. Aniela i Bartek nie zamienili dzisiaj ani słowa, a Dębski z Agatą mijali się w Sądzie, a w końcu udali się w długą podróż.
Dziwię się, że nie pokazano widzom ich wspólnych godzin w samochodzie? Czyżby naprawdę przez całą trasę na Suwalszczyznę milczeli?

Główna sprawa odcinka - czyli obrona architekta mocno mnie wynudziła. Stropy, ściany, wzmocnienia i finał, w którym okazało się, że to syn zapłakanych budowlańców sprowadzał tanie zamienniki stali z Chin - nijak mnie nie ruszyła.
Żałuję, że po raz kolejny nie widzieliśmy na sali sądowej Dębskiego czy Bartka.

Cieszę się jednak, że scenarzyści poświęcili więcej czasu rodzinie Doroty. Wiemy, że Wojtek jest szykanowany przez kierownictwo swojego banku i musi odejść z pracy.
Szkoda mi Filipa, który jest dręczony przez kolegów, a nawet trenera. Trochę za dużo product placement w Gdyni, ale dobrze, że małżeństwo nadal się wspiera i jest ze sobą bez względu na wszystko.

Już wiemy czym naprawdę zajmuje się Górecki i dlaczego jego żona podrzuciła Sędzi Gawron spis dziewczyn, które zostały sprzedane do burdeli.
Prawda powoli wychodzi na jaw. Okazuje się, że “łapówka” dla Doroty to tylko czubek góry lodowej w bardzo poważnym przestępstwie.
Nie omieszkam napisać, że żałuję, iż scenarzyści rozwlekli jej obronę na cały, szósty sezon. Ale za to mogliśmy oglądać idealnego męża i ojca - Wojtka.

Bez urazy.
Jedenasty odcinek z pewnością nie trafi na listę moich ulubionych. Za mało spraw sądowych, za dużo milczenia wśród głównych bohaterów.

Bobry za Dorotę i ostatnie minuty z Górecką.

1,5 bobra.