Na razie nici z zapowiadanego wcześniej “romansu” Agaty i Majewskiego, chociaż widać, że Dygant i Baka dobrze czują się w swoim towarzystwie i przyjemnie ogląda się wszystkie sceny z ich udziałem.


Nadal nie wiadomo dlaczego Dębski przez lata nie utrzymywał kontaktów z ojcem. Wiemy już, że jego tata jest nieprzyjemnym gburem, którego ciężko polubić.
Sumienia nie da się oszukać, dlatego mimo wrednych komentarzy Marek postanowił zaopiekować się schorowanym rodzicem.

Dwie, główne sprawy odcinka. W przypadku pijanego prokuratora podejrzanego o morderstwo żony byłam pewna, że mężczyzna jest wrabiany. Początkowo obstawiałam, że to syn zaplanował ucieczkę matki od damskiego boksera i upozorował jej śmierć.
Wątek psychopaty niezły, chociaż na szczególną uwagę zasługuje scena duszenia Okońskiej i moment przybycia odsieczy w postaci Krzysztofa i Agaty uzbrojonej w torebkę ;)

Trochę rozbawiła mnie teleportacja policjanta i dzielnej adwokat. Po telefonie do Marii grupa wsparcia zjawia się na miejscu (na szczęście) niepopełnionej zbrodni. Na logikę: odsłuchują wiadomość, że Okońska jedzie do ochroniarza - automatycznie chcą ją ostrzec i Agata wykonuje telefon - jest niestety za późno i prokurator spotyka się z szaleńcem - Przybysz i Majewski pojawiają się w stróżówce.
Oczywiście można wytłumaczyć, że po odsłuchaniu poczty głosowej para od razu wsiada do samochodu ale ciężko mi pojąć, że Agata czekała z ostrzeżeniem aż do momentu, kiedy podjadą pod osiedle.
Ciekawe kto jeszcze pomyślał: “jakim cudem oni tak szybko zjawili się w stróżówce? ;)

Sprawa Dębskiego przeciętna, chociaż jestem zadowolona, że zakończyła się uniewinnieniem. Ludzi, którzy w tych czasach chcą pomagać innym naprawdę warto docenić.

Cudowne momenty z ojcem Agaty, który smażył naleśniki, opiekował się Tosią i poinformował swoją córkę o ślubie. Plus riposta “Już myślałam, że chcesz ją wpędzić w lata” - to najśmieszniejsze fragmenty odcinka.

Po raz kolejny żadna sprawa z odcinka mnie nie porwała, nie nagrodzę również występów gościnnych.
Nie było Doroty i Bartka, nawet w kilkusekundowych scenkach - a szkoda.
Agata i Marek mogliby w końcu szczerze ze sobą porozmawiać, bo te ich lakoniczne i grzecznościowe formułki szczerze mnie wkurzają. I nie mówię tutaj o wybuchu wielkiej miłości ale tak nie zachowują się przyjaciele.

Odcinek lepszy od poprzedniego ale bez fajerwerków.

3 bobry