No cóż…
Klimatycznie, momentami mrocznie, z tajemnicą…
W zasadzie znowu nudnawo.
Nie wiem dlaczego, ale ja cały czas czekam na efekt Wow, który niestety nie nadchodzi ;) Jedyne co mnie zaskoczyło to fakt, że Witek naprawia relacje z żoną.
Cieszę się przede wszystkim ze względu na dzieci.


Z drugiej strony masuje policyjną informatyczkę o wdzięcznym pseudonimie - Trinity ;)

Bohater grany przez Zielińskiego to gówniarz, który myśli, że jest macho... Nie przepadam za tą postacią, ale co poradzę ;)

Uwielbiam Sidlecką, która dzisiaj otrzymała prezent od Procha w postaci pięknej popielniczki. Pani Cielecka jak zwykle wygląda zjawiskowo i muszę przyznać, że papierosy naprawdę pasują do granej przez nią bohaterki.
(Raczej nie widzę jej w roli miłosnego obiektu dla Prokuratora).

Wierzycie w duchy?
Ja tak.
Dlatego też wyobraźnia podpowiadała mi kilka innych rozwiązań tajemniczej śmierci w nawiedzonym pokoju.
Wyszło przewidywalnie do bólu. Kierownictwo hotelu postanowiło urządzić choremu na serce mężczyźnie pokaz. A, że pogromca pomylił tabletki musiało skończyć się tragedią.
(Przynajmniej nie samobójstwo ;)

Szczerze mówiąc Borewicz miał dużo ciekawsze tematy do rozwiązania.

Sprawa syna Procha rozwija się dziwnie. Prokurator po latach praktyki daje się zaszantażować? Przecież ma do dyspozycji znajomych policjantów, wraz z niesamowitą Trinity. W obecnych czasach można z łatwością namierzyć przestępców w cyberświecie.
Na dodatek tablice rejestracyjne w samochodzie tajemniczego człowieka - mam nadzieję, że chociaż to sprawdzi.
Zamiast nieoficjalnie poszukać szantażystów on przyjmuje ich warunki. Naprawdę to mnie zaskoczyło - “in minus”.

Na plus scena w Sądzie i pogrążenie jasnowidza.

Za sowę, Cielecką, klimat i pracę kamery
2 bobry.