Wczoraj w domu królował Lewandowski ;) więc przygody Procha musiałam nadrobić online.

Odcinek szósty był najlepszy z dotychczasowych (moim zdaniem oczywiście).
Sprawa morderstwa ślicznej blondynki miała sporo zwrotów akcji, seans upłynął błyskawicznie, ale ja nie byłabym sobą, gdybym się do czegoś nie przyczepiła ;)

Biuro agencji reklamowej mieściło się w przeszklonym molochu, w dużym mieście. Dziwię się, że żaden z policjantów nie wpadł na pomysł sprawdzenia kamer monitoringu z pozostałych budynków - w momencie przenoszenia zwłok świeciło się kilka lamp, a okna nie były niczym przysłonięte.
Sprawa tak czy siak została rozwiązana, więc to tylko drobna sugestia ;)

Dużo bardzo dobrych momentów - młody “Kreol” w momencie aresztowania stwierdził, że się nie zgadza, bo właśnie musi napić się kawy, mina właściciela biura turystycznego, kiedy okazało się, że musi znaleźć chwilę czasu dla Prokuratury, czy rozmowa z szefową, w której poznaliśmy szczegóły z zaginięcia syna.

Całkiem udane sceny z Panią Cielecką i Komanem, ale najlepszym momentem odcinka był brawurowy pościg za mężczyzną, który leciał na operację ratującą życie.
Jaśminowa herbata i pogaduszki z przełożoną, no cóż za pech, że się nie udało ;)

Dodatkowo Kielak poinformowany, że jego dzieci będą mówić do nowego faceta w życiu matki per “Tato”, sceny zazdrości z wykorzystaniem stanowiska i historia pewnej znajomości z żoną kolegi ze szkoły policyjnej. No cóż… Jak widać Witek zawsze miał słabość do pięknych kobiet ;)

Po ostatnich słabszych epizodach w końcu trafiła się perełka.
4 bobry należą się jak nic ;)

PS. Nawet wyróżnię Panią Ostałowską. A co! ;)