Tasiemiec, Beata i zaburzenia osobowości zdominowały szósty odcinek.
Poznaliśmy również rodziców Maksa - naciągniętą operacyjnie mamę przez ojca plastyka. Miłość głównych bohaterów bardzo ładnie się wykluwa, podobnie jak nowa przyjaźń Alicji.

Jestem fanką Dr Ordy, który nie dość, że przestał plotkować, trzyma stronę Szymańskiej, stawia trafne diagnozy, to na dodatek posiada “przepiękne” pudełko śniadaniowe na kanapki ;)

Odcinek był przeciętny. Sprawy medyczne bardzo słabe. Na szczególną uwagę zasługuje Anna Matysiak, którą znacie z Tancerzy. Sceny z jej udziałem bolały mnie fizycznie. A tak wymuszonego płaczu już dawno nie widziałam. Ale przyznaję - jej tatuaże robią wrażenie.
Żałuję, że nie pokazano nam operacji, podczas której wyjmowano tasiemca. To byłoby coś.

Scena z podłożeniem szczura strasznie naciągana i naprawdę nie trafiła w moje gusta.

Jak zwykle świetny Jivan i jego rodzina. Czy ten specjalista musi w każdej sportowej dyscyplinie pogrążać przyjaciela? ;)

Maks musiał ulec pokusie aby nie pocałować ślicznej Beatki. Mam wrażenie, że TVN nie przepada za kobietami, które noszą właśnie to imię. Kolejna zołza po Przepisie na życie?

Beatka knuje ale na razie bez skutku. Alicja gotuje, świetna Katarzyna Bujakiewicz jako Sylwia (nie mogę się doczekać kiedy zacznie spotykać się z Ordą).

Zauważyliście, że na ścianach u Leona wiszą “obrazy” wzorowane na zdjęciach z czołówki serialu Dr House?

Odcinek zapychacz, bez rewelacji. Pojawienie się Beaty na razie nie ma wpływu na akcję. Nie ukrywam, że brakowało mi ginekologa - Piotra.
Zdecydowanie czekam na kolejny epizod i pomysły scenarzystów. Bo było mdło.

2,5 bobra