Tradycyjnie po prapremierze krótka recenzja poniżej.

Moje pierwsze postanowienie: Przestać czytać szczegółowe streszczenia, gdyż one niszczą wszelkie radości z oglądania nowych odcinków. Zero zaskoczeń, zero frajdy.
Tylko jak to zrobić? ;)

Epizod podobał mi się mniej niż poprzednik. Zabrakło humoru i wzruszeń.
Jednak kilka scen zasługuje na wyróżnienie.

U Patrycji radość z macierzyństwa połączona z niedogodnościami młodej matki. Mikołaj nie chce spać, jeśli nie jest w ramionach.
Kobieta poświęciła już wiele, więc kolejna nieprzespana noc w zamian za posiadanie dziecka nie jest dla niej żadnym problemem.
Uderzyło mnie, że ten wątek jest taki normalny. Do bólu prosty, ale dzięki temu naprawdę realistyczny i świetnie się ogląda zmęczoną Joannę Liszowską ;)
Na deser Zuza, która postanowiła wykorzystać pralkę jako środek usypiający (pamiętacie, że podobny zabieg w Seksie w wielkim mieście zaserwowała Samantha - tylko zamiast pralki użyła wibratora) i teściowa, która wprowadza się z łóżkiem polowym i kuchnią polską :)

U Anki nic ciekawego. Leszek pobił Pawła, którego wziął za włamywacza.
Inga zgrywa niedostępną, chociaż ostatecznie to ona po raz kolejny jest wystawiona do wiatru przez przystojniaka z Londynu.
Andrzej powiedział kilka gorzkich słów, które powinna usłyszeć już dawno. Ile jeszcze fagasów będzie przewijać się przez dom, w którym wychowywana jest mała dziewczynka?

Pojawił się również product placement w postaci szpilek i nachalnego logo na torbie (a już się bałam, że się nie doczekam ;)

Dagmar chce walczyć o Kate. Na razie dostał po gębie, ale mam nadzieję, że się nie podda - asystent to jedna z moich ulubionych postaci w serialu.

Wojtek i Zuza.
Historia powoli zatacza koło bez udziału gruszek w czekoladzie.
(Uważam, że Pan Żurek z roku na rok wygląda coraz lepiej. Zero zmarszczek, promienny uśmiech, nienaganna figura… Nigdy nie był kreowany na amanta, a muszę przyznać, że w porównaniu chociażby z Filipem Bobkiem wypada rewelacyjnie).

Para stopniowo zaczyna do siebie wracać i w zasadzie nie mam nic przeciwko.
Uwielbiam zdanie, które wypowiedziała dzisiaj Stefa:” Jerzy to piernik z bitą śmietaną, a Wojtek to chleb”. I za to z pewnością dołożę kawałek bobra.
Bo czegoś tak trafnego się nie spodziewałam.

Odcinek jak odcinek. Nie wynudziłam się, ale z drugiej strony nic specjalnie ciekawego się nie wydarzyło.

Cieszę się, że Patrycja jest taką normalną, zmęczoną mamą bez udawania siłaczki.

2,99 bobra.
W zasadzie waham się nad 3ma.