Prapremiera “odrobinę” się opóźniła, ale dziękujemy Ipli za naprawę ;)

Do odcinka zasiadłam bez większych oczekiwań, gdyż ostatnio nie miałam za wielu powodów, aby chwalić “Przyjaciółki”.

A tutaj taka miła niespodzianka!

Po nijakich poprzednikach dziesiąty epizod przypomniał mi za co polubiłam tą produkcję.

W życiu każdej bohaterki zaszły poważne zmiany.
Najwięcej powodów do przemyśleń ma Patrycja. Kobieta potwierdziła diagnozę u specjalisty. Ciąża i narodziny dziecka są swoistego rodzaju loterią z życiem. I z pewnością każda jej decyzja będzie miała fatalne skutki.
Przy łóżeczku adopcyjnej córeczki Michał wyznał, że nie wyobraża sobie życia bez żony (Marcin Rogacewicz bardzo na + we wszystkich scenach odcinka).

Jeśli czytacie streszczenia to wiecie co ostatecznie postanowi Patrycja. Trzymam kciuki za happy end.

Mam zastrzeżenie do montażu. Gdyby wyznanie Patrycji i reakcja przyjaciółek pojawiły się w finale dziesiątego epizodu - nie miałabym się do czego przyczepić.
A tutaj dziewczyny jednocześnie płaczą nad losem Patrycji i wracają do swojego życia - Inga planuje wystawny ślub, a Anka przyjmuje absztyfikanta córki na obiedzie.
Ja rozumiem, że życie musi toczyć się dalej, jednak domowe scenki kontra przerażenie małżeństwa i Zuza dusząca się z płaczu w ramionach asystenta były sporym kontrastem.

Wracając do odcinka.
Podobała mi się scena zaręczyn pod śmietnikiem. Może to i dobrze, że tym razem scenarzyści odeszli od romantycznych uniesień, rycerzy na białych koniach itp.
Ubawił mnie widok Jerzego z Szymonem i starania się o rękę ukochanej nad butelczyną alkoholu.

Julka chce rzucić szkołę i zacząć występować na estradzie cyrkowej ;)
Anka okazała się wspaniałą matką. Zamiast zakazywać postanowiła poznać chłopaka dla którego jej córka zmieniła priorytety. Miły obiad w rodzinnym gronie uświadomił jej, że młokos poza oryginalną jaszczurką ma sporo oleju w głowie.

Również Zuza poradziła sobie ze zbuntowaną córeczką Gintera. Pyskata Kate okazała się wrażliwą i niewierzącą we własne umiejętności malarką.
Chyba już nie doczekamy się powrotu Wojtka i musimy pogodzić się z tym, że nasza Pani Prezes zwiąże swoje życie z Jerzym i jego latoroślą. I być może w nowym domu będzie upinać firany z kokardami ;)
Dorotka dzięki intrydze wpuściła pod skrzydła Łukasza prawdziwego konia trojańskiego w osobie niepozornej okularnicy.
Asystentka wyznała bez cienia zażenowania, że jej sposobem na prezesów jest chadzanie z nimi do łóżka.
Przyznaję, że podobnie jak nasza ulubienica zostałam mocno zaskoczona.

Matka Maciusia też wprawiła mnie w osłupienie. Nie chce, aby jej syn wyjeżdżał za granicę i dalej się kształcił. Kobieta ma własne plany na życie jedynaka - czyli wnuki i opieka nad całą rodziną.

Odcinek zleciał szybko, a wzruszenie przeplatało się z komedią.
Na duży plus sceny z Patrycją, załamanie Zuzy, Dorotka i zbuntowane córeczki + wątki drugoplanowe, których tym razem również było sporo.
4 bobry.