Jak pisałam wcześniej “Przyjaciółki” zaskoczyły mnie pozytywnie już po kilku, pierwszych odcinkach. W ciągu sezonu zmieniły się problemy głównych bohaterek i w zasadzie one same przeszły metamorfozę.
Czas na kilka słów podsumowania po finałowym odcinku.

Nie będę się rozpisywać o obsadzie, bo każdy ma swoje zdanie na temat doboru aktorek. Uważam, że każda z przyjaciółek spisała się co najmniej przyzwoicie.

Średnio podobała mi się Małgorzata Socha, która przez cały sezon grała “cierpiętnicę”. Niby nie ma jej się co dziwić - mąż zdrajca, jego nowa “ukochana” (wyjątkowo działająca na nerwy), problem z przedszkolem, odrzucony mąż przyjaciółki, który stara się za wszelką cenę ją zniszczyć. I na deser - nowy mężczyzna w życiu, który wywozi dziecko za granicę (przy okazji naraża ją na problemy).
Aktorka nie miała za wiele do zagrania, więc być może moja opinia po emisji 2 serii diametralnie się zmieni.

W finale Inga została odrzucona przez przyjaciółki, które zobaczyły jej pocałunek z Pawłem i wydały jednoznaczny wyrok.

A propos Pawła - Bartek Kasprzykowski w swojej roli genialny. Bezwzględny, cyniczny (aż się cisną niecenzuralne słowa ;)
Ale zdecydowanie po ciepłym Wojtku w Magdzie M. to najlepsza rola Pana Kasprzykowskiego od wielu lat. W roli czarnego charakteru spisał się idealnie. Nie ma szans aby ktokolwiek polubił jego postać.

Na wyróżnienie zasługują również obie teściowe naszych bohaterek. Ewa Kasprzyk jako Maria udowodniła po kim jej “synek” ma tak wredny charakter.
Elżbieta Jarosik, którą poznaliśmy niedawno również “rokuje” na przyszłość. Po jej deklaracji na temat Patrycji, która chce zajść w ciąże dzięki in vitro wiemy, że dziewczynę czekają duże kłopoty w kolejnych odcinkach.

W całym sezonie trudnych, a niekiedy dramatycznych wątków przyjaciółek najbardziej odstaje postać Zuzy, której największym problemem było otrzymanie awansu i nowa znajomość.
W ostatnich odcinkach scenarzyści nie mieli już pomysłu na tą postać. Wysyłali ją na randki do kawiarni, ring bokserski i kurs szermierki.
Przy okazji stała się nowoczesną “ciocią Dobra Rada” dla pozostałych kobiet.

Kilka lepszych, kilka słabszych epizodów - jak to w każdym serialu.
Ostatni odcinek i wypadek Anki ciekawie zakończył serię i daje nadzieję, że w drugim sezonie zostanie utrzymany wysoki poziom.

Ciężko było pisać recenzję po każdym odcinku, tym bardziej, że większość oglądałam przedpremierowo na ipli, w której “Przyjaciółki” pojawiały się w nieregularnych odstępach czasu - niekiedy już w piątek, innym razem w środę kolejnego tygodnia. To przydałoby się naprawić.

Serial mnie nie nudził, kilkakrotnie zaskoczył ciekawymi wątkami - a to duży plus.

Uważam, że to najlepsza nowość w jesiennej ramówce. Mimo dobrej reklamy “Lekarze” nie spodobali mi się tak bardzo jak opowieść o przyjaźni czwórki kobiet.
Brawo Polsat! Cieszę się, że stacja nie męczyła widzów kolejną odsłoną “Szpilek”, które były po drugim sezonie po prostu dramatycznie słabe, tylko postawiła na nowy tytuł.
Opłaciło się :)

Za cały sezon. Może trochę na wyrost - 3,80 bobra. Ale żeby jakoś ujednolicić wysyłam 4.