Już dzisiaj w telewizji opisywany poniżej odcinek.
Jednak to nadal jest prapremiera - prawda?

:)
Jasiek postanowił odpocząć od wiadomości przekazanych mu przez lekarza, a Zuza szalała z niepokoju.
Czy mają jeszcze szansę?
Nie mam pojęcia, bowiem scenarzystki potrafią zaskoczyć.

W najbliższych dniach nie ma co liczyć na wybaczenie, a w tle czai się Wiki, która z chęcią przejmie sympatycznego biznesmena.
Szkoda tylko Adama. Biedny, kochający rogacz.

Patrycja piecze suflety i naiwnie wierzy, że Wiktor będzie cudownym ojcem dla Mikołaja. Mam wrażenie, że niebawem się opamięta.

Inga miała pięć scen, w tym lichy bankiet w Banku. Szef wraz z dzieckiem szuka u niej schronienia, a żona oskarża go o alkoholizm.
Postać Żółkowskiego dopiero nam się zaczyna rozwijać. Na razie nie mam na ten temat nic ciekawego do napisania.
Tak na marginesie - jesteśmy już blisko finału, a Gruszewska jeszcze nie zaczęła randkować w internecie.

Dorotka ma psiapsółkę w wersji męskiej i kilka mocno przerysowanych dialogów.

Najwięcej wydarzyło się u Anki. Dlaczego tylko Wiki posiada wiedzę o adopcji - dowiemy się podczas kolejnej odsłony.
Halina była pewnym oryginałem, dodającym scenkom komiczności. Nagle zrobiono z niej obrzydliwą i wredną babę, która od zawsze zatruwała życie córki.
Komentarze dotyczące wnuków były okrutne i zupełnie nie dziwię się wybuchowi Strzeleckiej. Ja chyba poprosiłabym o pomoc męża - nikt mamusi siłą nie zmusza do wspólnego mieszkania.

Przy okazji wizyt chłopaka Julki Paweł odzyskał sprawność. Jak myślicie to będą niebieskie pigułki?

Reasumując: Nie dziwię się, że Jasiek nie chce mieć nic wspólnego z Zuzą, dziwię się Adamowi, który wie o romansie żony i nic z tym nie robi przez lata.
Dlaczego Kate nie odwiedza już Dagmara w pracy?

Odcinek przeciętny. Nawet bardzo.
2 bobry.