Poza zakrzywianiem czasoprzestrzeni, scenarzystów Przyjaciółek naszło na manipulacje w topografii.
Przejechanie w Warszawie z punktu A do B zajmuje około 10-15 minut?
Od salonu fryzjerskiego na przedmieściach, do Szpitala onkologicznego chociażby.
Reszta poniżej z uwagi na prapremierę.

Jeden z najmocniejszych odcinków w tym sezonie i jeden z lepszych w historii Przyjaciółek (pamiętacie jak Zuza uciekła po stracie dziecka?)

Nie dam pięciu bobrów z uwagi na postać Wiki, która niepotrzebnie zajmuje czas i miejsce. Powinniśmy ją pożegnać ostatnio. Tak jak matkę Anki, czy inne “dziwy” jedenastej odsłony.
Nie rozwiodła się i kłamie. Dodatkowo skakała ciążowym brzuchem na maskę samochodu i nikt tego nawet specjalnie nie skomentował.

Już rozumiem dylematy Patrycji. Tadzik jest dobrym facetem, przyjacielem, ale w łóżku nie było iskier.
Czytajmy: słaby seks. Po prostu.
Świetnie, że zjawiła się Ela (tęskniłam), chociaż niewiele zdziałała, a podchody z kawałami były słabiutkie.
Wrócił Wiktor, z którym fryzjerka zaspakajała się w bramach. Nie ma się co dziwić, że oczy rozbłysły na widok męża, a źrenice powiększyły się na wizję luksusowego domku w Hiszpanii.

Dorotka również przeszła do poważnych deklaracji. Niebawem będzie zmuszona podpisać coś na kształt intercyzy. I wierzę, że to zrobi.
Eryk doceni jej wyrzeczenia.

Inga chciała złożyć donos na Roberta.
Bowiem to właśnie tak działa moi Kochani. W swoim oku belki nie widać.
Wynajmuje mieszkanie, dostaje pieniądze na lewo, a sam straszy kobiecinę, która skulona wycina skórki i robi pazury. Ostatnio czytałam jakiś komentarz, w którym “wzorowy Polak” radził się jak najlepiej napisać doniesienie na babcię, która handluje pietruszką, a nie ma kasy fiskalnej.
Zdarza się.

Najmocniejsza jak zwykle jest Zuza. Jej wątek uderza nas mocno i sprawia, że płaczemy.
Kupowanie chleba, Jasiek - bojący się o mijające minuty, pokątnie roniący łzy.
Jakie to było mocne.
I chemioterapia. Wymęczona Pani Prezes, nadal nie chciała pokazać się narzeczonemu w wersji “rzygam, trzęsę się, jestem załamana”…
Jak to dobrze, że trafiła na idealnego człowieka, z którym będzie jej łatwiej.

Julka jest idiotką. Może o tym za tydzień?
Roztarłam tusz.
4 bobry.