Okazało się, że zapomniałam opisać poprzedni epizod. Mało tego. Dzisiaj widziałam premierę i prapremierę - w sumie jestem Wam winna trzy odcinki.

Zaczynam analizę i czepialstwo pospolite ;)

Wprowadzona do jedenastego sezonu postać Wiki miesza i mąci. Na dodatek jest wszystkowiedząca i ma ciągoty w stosunku do obcych mężów.
To jakaś forma jednostki chorobowej?
Rozwala swoje małżeństwo (żal mi dupowatego Adama), rozwala związek Kuby (żona w ciąży), a dodatkowo umizguje się do Jaśka, Pawła, a nawet Wiktora.
I tak jątrzy i drażni…
Na miejscu Patrycji już dawno wywaliłabym ją ze swojego życia. Nie dość, że przyłapała ją na komplementach w stronę prawnika, to jeszcze wyjawiła - niby niespecjalnie i z troską - wiadomość o ciąży.
Co to za przyjaciółka?

Myślę sobie jednak, że zabieg z wprowadzeniem pogubionej we własnych relacjach, a jednak cynicznej i samolubnej dziewczyny to strzał w dychę. Może jakaś kobieta oglądająca serial przejrzy na oczy?
Wywalać podobne wampiry ze swojego życia!

Wróćmy jednak do stałych pozycji na liście.

Są dwie kobiety, które napędzają odcinki i dwie, które utknęły gdzieś w cieniu. Plus Dorotka.
Zuza + Patrycja i Inga+Anka.

Nie udawajmy. Czy ktokolwiek emocjonujący się “Przyjaciółkami” nie może spać przez pytania o treści: “To naprawdę biologiczna mama Ani”?, albo “Żółkowski jest dobrym ojcem, czy pijusem?”.
Wprowadzenie wątków pobocznych miało być ciekawe, a jest tak nijakie, że spycha życie bohaterek na margines. Służą za tło, ciotki “dobre rady” przy wspólnych kawkach i całe zaplecze do zadań specjalnych.

Nawet Dagmar utracił koloryt. Pojedyncze zdania, śmiałe wątpliwości i obiady z Gruszewską. Gdzie jest Kate? Gdzie urokliwy, roztrzepany chłopak?

Sprawa niepłonącego konara również gdzieś przepadła. Paweł chodzi na squash i zamartwia się o losy córki. A w sumie to pitolenie.
Nijak się nie zamartwia. Jedna wizyta u Jeleńskiego i problem z głowy.
Ostatecznie upił się i usnął na kolanach nowej znajomej.

Przejdźmy do Zuzy, której pralka robi cuda. Zanim rozłożysz mokre ciuchy na suszarce to już możesz wykładać kolejny wsad ;)
I to naręczami!
Jasiek od miesięcy był oszukiwany w kwestii ojcostwa. W przypadku Marka wystarczył wyjazd do banku i krótka rozmowa. Aha.
(W sumie to nawet cieszę się, że produkcja przestała pluć jadem i niszczyć kolejną męską postać. Szef ochrony nie był złym człowiekiem).

Dorotka straciła pieniądze i posadę, dlatego wyprzedaje zgromadzone dobra.
Kobieta już zdążyła wydać wszystkie zaskórniaki? Niedawno chwaliła się zarobkami, wynajęła szefa od sushi, a dzień później musi sprzedać samochód…
Z jednej strony taka przepaść finansowa jest świetna do komediowych zagrywek scenarzystów i widząc streszczenia nie mogę się już doczekać widoku bizneswoman w sklepie.
Z drugiej dziwię się, że profesjonalistka nie może znaleźć roboty w nieruchomościach ;)

Na koniec sprawa kolejnego pobicia Patrycji. Przeglądałam moment: klatka po klatce i ewidentnie nikt fryzjerki nie uderzył. Wzburzona kobieta nadziała się na łokieć prawnika i nieszczęśliwie upadła.
Wiem, że posypią się gromy, a Wiktor zostanie odsądzony od czci i wiary. W tym przypadku to nieszczęśliwy przypadek.
(Niby go bronię, ale już nie mogę doczekać się, kiedy ta patologiczna sytuacja w końcu się zakończy).

Reasumując:
Za dużo scen z Wiki i szefem Ingi.
Anka dostała “nową” mamę, ale mam wrażenie, że nikt nie ma na to konkretnego pomysłu.
Po poprzednich sezonach nie sądziłam, że u Ingi może być AŻ tak nudno.
Kilka niezłych momentów u Zuzy - chociażby spontaniczny seks z Jaśkiem, rozmowa z małą Adą, czy konkretne i dosadne “tłumaczenie” Patrycji zagrożeń płynących ze “stanu błogosławionego”.

Odcinek 8 - najsłabszy, reszta na równym poziomie.
3,25 bobra.