Prapremiera kochani!
Poniżej słów kilka.

Nie wiem czy to sprawa zapachu krojonej cebuli, czy scenariusz. Ale w końcu na “Przyjaciółkach” wycisnęłam kilka łez.
Wątek Zuzy jest najmocniejszy. Przy okazji wszelkie emocje są szczere i takie “ludzkie”.
Każde badanie niesie ze sobą lęk. Oczekiwania na wyniki w tak ciężkiej sprawie są okrutne i nie dziwię się, że nasza bohaterka nie może spać.
Niebawem rozpoczniemy wraz z Panią Prezes walkę, mając nadzieję, że słowa trenera boksu okażą się trafione. To jest “fighterka”.
Cieszę się, że Janek nie jest zwodzony wykrętami o przyczynach bezsenności, tylko - jak przystało na partnera i przyjaciela - o całej sprawie dowiedział się błyskawicznie.
Brawo scenarzyści po raz drugi! Robicie to dobrze (w końcu).

Przy sprawach ciężkiego kalibru
losy pozostałej trójki, a nawet czwórki wydają się głupotkami.
Chociaż nie. Dorotka również musi szykować się na przeprawę z dorosłą córeczką męża.
Jeśli wypielęgnowana kokietka umie zrobić udziec z sarny, to bez wahania poradzi sobie z australijską lekarką.
Ja tam trzymam za nią kciuki.

Inga pożera nocami dżem z serem żółtym, a w międzyczasie stara się rozwiązać problemy nastoletniej kochanicy męża.
Przy “oralu” nawet się uśmiechnęłam.
Szkoda tylko Hani.
Chociaż z drugiej strony - rozpuszczonej gówniarze przyda się zmiana towarzystwa…

Anka wącha butelki i szuka haków na Pawła.
Do Juleczki wrócił kochanek, a Wika przyszła się pożalić.
Po rozmowie wiemy już więcej. To Kuba jest ojcem, były dwa rozwody, a para nadal nie potrafi się dogadać.
Czyżby po potrąceniu był seks? Najwyraźniej na to wychodzi.

Patrycja spotkała się z ojcem Wiktora, a w głowie dobrotliwej fryzjerki zakiełkowała myśl. To, że bił, lżył i poniżał jest winą dzieciństwa i traum spowodowanych przez papę.
Niebawem spotkanie, które skończy się w  łóżku. Odliczam czas do wybielania prawnika…

Odcinek bardzo na plus.
Bez histerii i górnolotnych słów dotyczących raka, z niezłym wejściem latorośli Eryka i powrotem Wiki.
4 bobry.