W końcu scenarzyści przestali nam pokazywać Alicję jako najpiękniejszą i najbardziej pożądaną kobietę w Toruniu i skupili się na innych wątkach.
Szkoda mi było żużlowca ale już tydzień wcześniej wiedzieliśmy, że jest tylko zastępstwem i przygodą na jedną noc.

Bardziej jednak żałuję, że Piotr Rogucki nie zasilił stałej obsady i wystąpił jedynie gościnnie. Szczerze powiedziawszy brakowało mi go na małym ekranie i szkoda, że pojawił się w “Lekarzach” w tak epizodycznej roli.
W dzisiejszym odcinku toruński szpital miał dwa, główne przypadki medyczne.
Dziewczynkę, która przygotowywała się do konkursów chopinowskich i przyjaciela Jivana, który zapadł na tajemniczą chorobę.
Emilia Stachurska, którą znacie m.in. z serialu “Niania” zagrała - jakby to powiedzieć delikatnie - przeciętnie. “Roguca” nie ocenię, gdyż jego rola polegała na leżeniu w szpitalnym łóżku i mówieniu osłabionym głosem.

Beata i Sylwia jako para + Orda.
Obie kobiety postawiły na hasło “Samiec twój wróg” i za główny cel ataku wzięły byłego faceta Sylwii. Głębokie pocałunki i scenka w pokoju 21 (ssanie okularów doktorka przez Beatkę było odrobinę obrzydliwe - prawda?) wyglądały dziecinnie.

Ale po raz pierwszy od kilku odcinków to nie problemy Alicji i jej adoratorów grały główne skrzypce, więc doceniam wenę scenarzystów.
Brak wieści o Jacku, jak widać po słowach jego domniemanej żony Beata zakończyła znajomość.

Kolacja Elżbiety i Leona. Szybkie rozszyfrowanie prowodyrek zdarzenia i rozmowa w gabinecie - to najjaśniejszy punkt odcinka. Stenka i Koman są świetni i widać, że dobrze im się pracuje przy wspólnych scenach.

Wanat tradycyjnie przemknął w tle, niczego nie wnosząc do odcinka.

Porwanie Maksa wyszło komicznie, gdyż w roli prezentera wiadomości zobaczyłam niepoprawnego żartownisia TVNu - Filipa Chajzera.

Akcja serialu rozciąga się jak sprana gumka. U głównych bohaterów nuda (porwanie Maksa mnie szczególnie nie zaciekawiło), szkoda, że scenarzyści postanowili na siłę przeciągać również wątki poboczne.
Plus za wątek kolacji Elżbiety i Leona.