I tutaj mam problem.
Widziałam dwa odcinki. Jeden po drugim. O ile pierwszy naprawdę miło mnie zaskoczył i wciągnął w opowieść, to drugi już niekoniecznie.

Kocham Panią Kuleszę, uwielbiam Kulig, Lichotę i Preis.
Czy “Pułapka” będzie najlepszym serialem TVN?

Nie wiem.
Cieszę się, że stacja postawiła na porządnie zrealizowany serial z wątkiem kryminalnym i wspaniałą obsadą.
Scenariusz ocenię dopiero po zakończeniu serii.
Tylko mam dziwne wrażenie, że aby być “ambitnym” i zyskać odrobinę pochwał od krytyków i widowni musimy zacząć myśleć bardzo schematycznie.
Zagadka kryminalna, niewielkie miasteczko. Tajemnicza śmierć i bohater z przeszłością. Najlepiej gdyby w sprawę zostały zaangażowane “wyższe sfery” - polityk, bogaty biznesmen, skorumpowany gliniarz. Wystylizowane zdjęcia, ujęcia w ciemności. Musi być mroczno, najważniejsze słowo to: Niepokój.

Nie macie “Deja vu?” ;)

Nie chcę narzekać przed zakończeniem “Pułapki”. Być może właśnie nowość TVNu chwyci nas wszystkich za gardło i pobije “Kruka”, albo “Rojst” ;)
O fabule: Zaginęła dziewczynka z Domu dziecka, a nasza bohaterka szukając inspiracji do książki postanawia się temu przyjrzeć bliżej. W zasadzie zero zaskoczeń i pewniak - kiedyś to ona była podopieczną instytucji.
“Dziewczynka” to też dobre słowo. Zepsute do granic możliwości szczeniary maltretujące słabsze jednostki.

Olga jest pisarką z pięknym domem i jeszcze piękniejszym wydawcą - Marcin Czarnik znany z “Artystów” wygląda jak miliony dolców.
Przy okazji jest alkoholiczką, która po wypiciu reklamówki “małpek” na noc, rano ubiera okulary przeciwsłoneczne i wsiada do samochodu.
Chciałabym mieć takie moce przerobowe ;)

Na pierwszy plan wysuwa się Ewa. Prześladowana rudowłosa nastolatka, która po śmierci ukochanego szczurka szuka pomocy u pisarki - została niesłusznie oskarżona o morderstwo jednej z “koleżanek”.
Nie mam pojęcia jakim cudem tak łatwo dostała się do domu celebrytki (skąd miała adres?).
Kolejne ucieczki, gubienie tropów, próby rozmów itp. Ale to już w drugim odcinku.

Joanna Kulig jest pozytywna i naturalna. Lichota ma całkiem nieźle napisane dialogi i szybko stał się czarnym charakterem, Pani Preis ledwie mignęła, podobnie jak Krzysztof Pieczyński.
Największą niespodzianką jest Pani Maria Maj.

Historia wciągnęła mnie na tyle, że będę oglądać dalej. Nie mam niestety zanotowanego efektu “Wow”, ciarek na żadnej części ciała, czy innych skutków ubocznych ;)
Na dobry początek 3,5 mocne bobry.

Ps. Nie wiem co komu przeszkadzał kolorowy “Kaprys losu”.