Od kilku dni staram się sklecić trzy słowa po Finale “Pułapki”.
I nie idzie.
Prapremiera i Spoilery!


W zasadzie spodziewałam się, że dobrzy - będą źli i odwrotnie.
Nie spodziewałam się jednej postaci kobiecej, która zapłaciła mordercy na zlecenie, a ostatecznie umarła z ręki wybawiciela.

Finał to jakaś dziwna mieszanka ucieczek i pogoni, poszukiwań - itp.
Nie macie wrażenia, że było tego za dużo?

W ostatecznym rozrachunku - moja ciekawość została zaspokojona wcześniej. Jakieś dwa odcinki temu.
Nagromadzenie emocji, bohaterów, którzy wyskakiwali co minutę z kapelusza, porównywanie dobra ze złem, aby w ostatniej sekundzie otrzymać telefon?
Dom dziecka ledwie wypełzł na chwil trzy.

Nie mam pojęcia kto zadzwonił do Ewy i w zasadzie mało mnie to obchodzi.

“Pułapka” była świetnie obsadzona i nieźle zagrana.
Umówmy się jednak, że nie był to “Kruk”, tylko jakieś popłuczyny po “Krew z krwi”.
Albo innym “Belfrze” 2.

W głowie mam porównanie kilku produkcji o podobnej tematyce.
Poczekamy jeszcze na “Znaki”.

Za finał dałabym 2 bobry.
I  nie cieszę się na kontynuację.