Jak wiecie nie przepadam za serialami o agentach, którzy muszą non stop ratować świat.
Wszyscy superbohaterowie, pościgi, wielkie walki, strzelaniny - są dla mnie nudnawe. Bo to nie jest mój ulubiony gatunek. I trudno.

Do Quantico podchodziłam kilkakrotnie. W końcu stało się. Obejrzałam premierę. I zostałam “wciągnięta” ;)

Mamy oto jednostkę szkoleniową FBI.
Mnóstwo nowych kadetów, z przeróżnych stron USA, a nawet świata. Młodzi ludzie uczą się wszystkiego co będzie im potrzebne do walki z terrorystami. A to boks, a to śledztwo, portret psychologiczny, czy strzelnica.
Młodzi ludzie - więc są również wątki nazwijmy to romantyczne. Już w pilocie dochodzi do sytuacji znanej chociażby z Chirurgów -  dwójka nieznajomych uprawia seks.

Jest też wykładowca - alkoholik znany m.in. z “Miasta Kocic” - Josh Hopkins.

Moment przełomowy, który szybko staje się główny wątkiem Quantico - zamach terrorystyczny. Bardzo realistyczny, w którym po podłożeniu bomby na dworcu zginęły setki ludzi.
Oskarżona zostaje najlepsza “uczennica”.
Dziewczyna będzie musiała oczyścić się z zarzutów i znaleźć prawdziwego sprawcę - kolegę z jednostki, który nadal jest na wolności i bez problemów może uśmiercić kolejne osoby.

W każdym odcinku widzowie zostają wciągnięci w poszukiwania terrorysty. A to naprawdę nie jest łatwe.
Szablonowo - Ci źli okazują się dobrymi i odwrotnie.
Twórcy obiecali, że do końca sezonu poznamy nazwisko.

Czy ten sezon będzie pełny?
Czy stacja ABC wyemituje wszystkie odcinki? I czy zamówi drugą odsłonę?
Pytania równie ważne, jak te o zamachowca….
Zobaczmy.

Quantico za niepełne trzy epizody otrzymuje 3,5 bobra.
Wracam do oglądania :D