TVP rozpieściła widzów nowymi odcinkami w prapremierze.
Po O mnie się nie martw - czas na podsumowanie powrotu Ranczo!


I tutaj nie będzie już tak miło.
Może to moja wina? Za dużo powtórkowych odcinków w wakacje? Za wiele oczekiwań związanych z ostatnim sezonem?
Sama nie wiem…

Ranczo wróciło dwoma prapremierami, które były co najwyżej nijakie.
Tak jakby wraz z wyjazdem Lucy scenarzystom skończyły się pomysły dotyczące dworku, jednak muszą wałkować ten temat ze względu na pozostawionego Kusego.

Po kiego grzybka stracono tyle cennego czasu na jakieś durne ucieczki i pogonie?
Jedynym plusem ukrywania się w lesie jest pojawienie się Babki, za którą zdążyłam się stęsknić. Zielarka niczego jednak nie wniosła - starała się jedynie wybielić swoją ulubienicę, która nie wiadomo czemu postanowiła opuścić męża i odpocząć od Wilkowyj w USA.
Nadal nie wiemy co była Wójt robi za oceanem, kiedy wróci, z czego żyje itp.

Ławeczka bez “poweru” wcina kanapki Solejukowej, która nie potrafi odpoczywać i szuka kolejnej pracy, trzy osoby w PPU wymyślają sposoby na ocieplenie wizerunku Prezesa, a na Plebanii biskup skręcił nogę. Czyste szaleństwo - prawda?
Gdzie podziały się intrygi, ciekawi bohaterowie, wartka akcja?

Jedynym ciekawym wątkiem jest Więcławska, która po latach zarządzania w sklepie rozstawia podwładne po kątach. (I tak powinno być w każdym Urzędzie! Tracę swój cenny czas kiedy miłe Panie są na etapie parzenia, dolewania mleka, czy uprzejmościach na temat ilości cukru. Przyszedł człowiek po kwitek i czeka, aż skończy się szkolenie na baristę ;)

Liczyłam na więcej.
Za dwa odcinki 2 bobry i trzymam kciuki za dalszy rozwój wypadków.