Nie ukrywam, że to właśnie na powrót Ranczo czekałam najbardziej.
I chyba stąd wezmą się moje “gorzkie żale”. Zdaję sobie sprawę, że serial pobije wszelkie rekordy oglądalności. A ja mam wielką nadzieję, że kolejne odcinki przywrócą moją wiarę, nadzieję i miłość do tego serialu.

Nie przypominam sobie, abym tak bardzo wynudziła się podczas oglądania “Rancza”.
Ławeczka pojawiła się na kilka minut, przymierzanie peruk przez Czerepacha niespecjalnie mnie rozśmieszyło, na plus zaliczę jedynie szkolenie w biurze PPU.

W dworku trwa kłótnia o stewardesę i bliżej niesprecyzowany problem u Kingi. Biskup, który pojawił się na chwilowej kawce chce zmienić życie bohaterów - wszak dwie pary żyją w konkubinacie.

Stasiek trenuje przed wyjazdem do Szczytna, a Michałowa płacze i wspomina dobre chwile z księdzem Koziołem.

Czekałam na moment, w którym tradycyjnie się uśmieję, czekałam na chwilę wzruszeń i nic takiego się nie wydarzyło.
Całość sztywna, kłótnie przerysowane i nadmuchane jak balon.
Ukrywanie Wójtowej w aptece też nijak mi się nie podobało. Miałam wrażenie, że ten romans został zakończony w poprzednim sezonie.

To nie jest Ranczo do jakiego się przyzwyczaiłam.
Bardzo mi przykro. Chociaż trzymam kciuki za kolejne odcinki ten dostanie ode mnie tylko 2 bobry.