Zacznijmy od tego, że nowy serial stacji Showtime od kilku miesięcy jest promowany wraz z reklamami finału Dextera i wiemy, że otrzyma ogromne wsparcie w postaci milionowej widowni, która śledzi losy sympatycznego mordercy z Ameryki - Ray Donovan będzie miał emisję w kilka sekund po odcinku “Dextera”.

Po pilocie mam mieszane uczucia. Brakuje mi wielu czynników, które zachęcają do zobaczenia kolejnych odcinków. Ale doceniam obsadę aktorską.


Początek rewelacyjny. Chociaż przypominał mi “Scandal” Shondy Rhimes :) Bez grzecznych wyrażeń i politycznej poprawności - jak to w Showtime.
Bogaci klienci pakują się w kłopoty i proszą Ray’a o pomoc - usunięcie martwej, zaćpanej dziewczyny z łóżka rokującego sportowca, zatuszowanie faktu spędzenia nocy z mężczyzną i szpiegowanie kochanki, która chce zrobić karierę podobną do Britney Spears.

Ten wątek był szybki i bardzo ciekawy.
Bardzo podobał mi się również moment, w którym główny bohater znajduje zboczeńca i farbuje go na zielono.

Ray Donovan to małomówny, konkretny specjalista, ceniony przez klientów. Wiemy, że nienawidzi swojego ojca, który przebywa w więzieniu i ma mu za złe, że skrzywdził rodzinę.

Jego rodzeństwo jest w kompletnej rozsypce: chory na Parkinsona brat -  bokser i młodszy brat, który nie może sobie poradzić z nałogiem. Wiemy, że mieli również siostrę (widzimy ją tylko we wspomnieniach), która popełniła samobójstwo.

Główny bohater ma żonę, dwójkę dzieci i cieszy się z domowego ogniska. Jednak ciągnie go do problematycznej, kobiety, którą poznał przed laty.  W zasadzie to nastolatka, która musiała szybko wydorośleć i jest kompletnie zafascynowana Rayem. Już wiemy, że będzie sprawiać kłopoty - nachodzi go w domu, niebezpiecznie zbliża się do żony i mimo mniej lub bardziej stanowczych “nie” - nie ma zamiaru zostawić go w spokoju.

Ray Donovan ma ojca. W tej roli Jon Voight, który ma tyle samo nominacji do prestiżowych nagród, co do “Złotej maliny” za najgorszą rolę męską (a prywatnie jest ojcem Angeliny Jolie).
Mickey Donovan wychodzi z więzienia i mimo nieprzychylności syna nawiązuje kontakt z jego połowicą. Pojawia się jako nigdy niewidziany dziadunio, do którego tuli się wnuczka.

Odpowiadając jednak na pytanie zawarte w tytule tej recenzji - NIE. Na pewno nie po pierwszym odcinku. “Ray Donovan” to kolejny człowiek z kłopotami, jednak jego czyny są zupełnie sprzeczne z poglądami jakie wygłasza.
Nie polubiłam głównego bohatera (chociaż jest bardzo przystojny), postacie, które pojawiły się w jego życiu również nie zrobiły na mnie najmniejszego wrażenia. W zasadzie odcinek był mdły i momentami mocno się wynudziłam.

Bobry za początek epizodu, który był bardzo dobry. Mam nadzieję na więcej kłopotliwych klientów, bo tylko to może zaciekawić widzów.

2 bobry.