Czekałam na ten serial z niecierpliwością.
Świetne akcje promocyjne na facebooku i dobre recenzje z USA sprawiły, że to była jedna, z nowości, które chciałam zobaczyć. I ocenić.

I nie będę do końca obiektywna, bo uwielbiam wszelkie historie z happy-endem. Lubuję się we wzruszających opowieściach i naprawdę nie widzę nic złego, kiedy film, czy serial ma finał, który mnie poruszy.

Red Band Society to opowieść o grupie dzieciaków - nastolatków, którzy z różnych powodów znaleźli się w jednym z najlepszych szpitali, które dotychczas widziałam w telewizji.
Nie wszystkie zmagają się z nowotworami. Jest młodzian w śpiączce, jest anorektyczka, czy dziewczyna oczekująca na przeszczep serca.

Szpital należy do kategorii nierealnych.
To miejsce, w którym nie tylko odbywają się normalne lekcje i gdzie wyspecjalizowana kadra medyczna z najwyższej półki dba o dobro młodych pacjentów. To miejsce, w którym każdy może urządzić swój szpitalny pokój - na przykład pomalować go graffiti.
Obstawiam drogą, prywatną klinikę, jednak zdziwiło mnie, że cheerleaderka po zasłabnięciu i wezwaniu karetki trafiła właśnie w to miejsce.

Świetny pomysł z pokazaniem widzom jak wyglądało życie jego pacjentów przed trafieniem do szpitala. Krótkie retrospekcje z udziałem małoletnich aktorów i ukazywanie nam zmian, jakie w ich życiu zaszły - doceniam.

Nastolatkowie dali sobie radę. W porównaniu do polskich produkcji śmiało można rzec, że wspięli się na wyżyny  możliwości ;)
To oczywiście kino familijne. Nie spodziewajcie się większych zaskoczeń w finale - serial opowiada o dzieciakach w szpitalu.
Jednak jest to opowieść o woli walki, jest krótka historia miłosna, a nawet impreza. Oczywiście przez godzinę wydarzyło się dużo więcej. Nie mam zamiaru się rozpisywać, aby nikomu nie zepsuć przyjemności.

Oglądalność w USA słabiutka. Być może serial nie tylko nie doczeka się kolejnego sezonu, a zostanie ściągnięty po emisji kilku odcinków. Czego mu oczywiście nie życzę.

W wolnej chwili zerknijcie. Za grę aktorską, za pomysł i dzieciaki - 3,75 bobra.
Jednak 3 bobry to za mało i dam na wyrost cztery :)


Polecam serdecznie.
I naprawdę niecierpliwe czekam na drugi epizod :)