Postanowiłam zobaczyć minimum dwa odcinki aby się zdystansować i napisać kilka słów.

Żyjemy w czasach, w których facebook przejął zupełnie kontrolę nad życiem prywatnym. Zamiast spotykać się z ludźmi dajemy “Lubię to” wpatrując się w ekran komputera.
Celebryci mają Instagramy, gdzie publikują swoje kreacje z wyjść na imprezy kilka godzin przed imprezą lub po prostu robią sobie “selfie z dziubkiem” w windzie ;)

W Polsce onegdaj brylowała nasza-klasa, na którą sama ochoczo się zapisałam. Ale po jakimś czasie wszyscy przesiedli się na “fejsa”, a po portalu dla znajomych z Liceum i Podstawówki hula wiatr…
Twoje-seriale mają facebooka, jednak prywatnie nie mam już czasu utrzymywać w ten sposób kontaktów. I chyba to wyszło mi na dobre ;)

Aplikacje, fotki, insta i właśnie fejsy gospodarują czasem ludzi.
Zamiast iść na kawę czy piwo, lepiej postawić je wirtualnie. Nawet płacąc 2 złote za małą grafikę.
Ale to nie jest miejsce do socjologicznej dysputy ;) Czas ocenić serial.

Niestety, jak w przypadku całego życia zamkniętego w komputerze/tablecie/telefonie mogłabym napisać pracę magisterską, tak o “Selfie” ciężko mi złożyć kilka zdań.

Serial opowiada o Elizie (Karen Gillan), która ma mnóstwo znajomych na wszelakiej maści portalach, a w życiu jest całkiem sama.
Ale to nie opowieść o Kopciuszku! Wręcz przeciwnie - główna bohaterka jest śliczna i zgrabna, ma świetne wyniki w pracy i w zasadzie poza telefonem nie potrzebuje niczego do szczęścia.

Nie jest to typ miłej gąski, która ma ochotę utrzymywać jakiekolwiek relacje. Przez zupełny przypadek poznaje specjalistę od reklamy, zupełnego przeciwnika nowoczesnych technologii, który stara się nauczyć ją jak być miłą dla ludzi. Żywych ludzi, a nie “nicków” z portalu.

Czy to współczesna wersja “Brzyduli”? Ano nie. Chociaż główna bohaterka latami pracowała nad swoim wyglądem.
Czy to serial, który sprawi, że się uśmieję? Momentami tak (mnie rozbawiło kilka scen).

Ale to nie jest rozrywka na jaką liczyłam. Gagi wyświechtane, chociaż wplątane w nowoczesne standardy.
Dużo bardzo przewidywalnych momentów, a główna bohaterka robi z siebie idiotkę w każdym epizodzie - a chyba nie o to chodziło.

“Selfie” to nie jest stały punkt mojego “programu”. Ale też nie słuchajcie szanownych recenzentów z innych portali. To da się oglądać i strawić (w przeciwieństwie do innych “potworków”, które było mi dane zobaczyć ;)
Za dwa, premierowe odcinki dam 2 bobry.