I jak tam?
To już koniec prapremier (poza M jak miłość i Na dobre i na złe).
Sama słodycz zakończyła się definitywnie - aczkolwiek po całym sezonie (z nadziejami na godnego zastępcę “Przepisu na życie”) nie uważam aby kontynuacja była potrzebna.
Jak było w finale?

Tak jak wcześniej pisałam: Marianka i Gosia to materiał na świetne przyjaciółki. Dziewczyny urządziły sobie nawet “pidżamowe party” w domu Musi, jednak kolejnego dnia spotkała je niespodzianka. Tomek - ukochany modelki poznał w czekającej przed agencją Mariance - swoją pierwszą miłość. Być może w drugim sezonie Jakub Wesołowski miałby więcej do zagrania…
(Ps. czepiałam się produkcji z USA, więc i tym razem zrobię to po polskiej premierze - czy dziewczyny przed spaniem, po kąpieli, w pidżamkach, pijąc zdrowy soczek nie powinny zmyć makijażu? Te wytuszowane rzęsy rażą!).

Żałuję, że do końca sezonu nie poznaliśmy Osy i jego współpracownic. Przesympatyczny fryzjer kilkakrotnie “błysnął”, niestety w serialu zabrakło czasu na jego życie prywatne. Szkoda, bo nadal nic o nim nie wiem - nawet jakiej jest orientacji ;)
Mam również pretensje do zmarginalizowania postaci Dziubka - jakby nie było - ojczyma Stasia. W ostatniej scenie w końcu pojawił się Rafał Królikowski - ale to były jakieś śmieszne ułamki sekund.

Musia i Tajfun -  cudna para i świetne aktorstwo i… taki krótki wątek.

Patrycja. Postać, którą “męczyliśmy” od początku. Dzisiaj okazało się, ze ona naprawdę zakochała się w Rekrucie! A widzowie podobnie jak jej najbliżsi przyjaciele tego nie zauważyli ;)
Natalia Klimas zapłakana, rozmazana - całkiem, całkiem. Ale to już koniec analizowania tej bohaterki.

Natomiast ta, którą mamy “lubić” okazała się jeszcze gorszą zołzą - i mówię tutaj o Marcie - matce Stasia i ukochanej Fryderyka.
Przepraszam Was bardzo - ale jak można powiedzieć do swojego byłego męża, że uciekła od niego, bo bardziej był pochłonięty “Domem pogrzebowym”?
Przecież ojciec Fryderyka chorował, a dzieci i żona dbali tylko o to aby miał jak najbardziej udane ostatnie chwile życia.
Być może, w takich momentach mniej się człowiek zajmuje swoją żoną (która nota bene powinna wspierać i pomagać), a bardziej umierającym rodzicem…
A Fryderyk zamiast powiedzieć kilka gorzkich słów - to przepraszał.
Ależ się najeżyłam za ten “Dom pogrzebowy” - chyba nie polubię Marty.

Marianka, Gosia, a przede wszystkim komplikacje dotyczące ślubu - nawet w finale Adamczyk musiał pobiegać ;) Taka “tradycja” Samej słodyczy.
Ewidentnie widać, że produkcja szykowała się do kolejnego sezonu, który został anulowany. Dużo nierozwiązanych spraw, dużo ciekawych zawirowań akcji.
Ale też - dłużyzny i niekonsekwencja. Plus płaczące dzieci, które litościwie kamera omijała ;)

3 bobry - w skali Samej słodyczy.

Niczego się nie dowiedziałam, nic się nie wyjaśniło. Nie ma niczego za czym będę tęsknić.

Liczę na nowy serial TVN, który pojawi się jesienią :) Mam nadzieję, że to będzie rewelacyjna opowieść ;)

Ps. W momencie, w którym Patrycja wsiadała do samochodu - w kałuży odbijał się bilbord - Sama słodycz? Takie puszczenie oczka do widza ;)