Historia w pewien sposób zatoczyła koło, a wszystkie wątki zostały zakończone.
Czy finał mnie usatysfakcjonował? Mam mieszane uczucia…

Nadal nie rozumiem wątku skazanego za czyn pedofilski - uniewinnionego trenera.
Happy-end - przebaczenie, pocałunki i gra w piłkę z młodym kłamczuchem…
Nic ciekawego.
Zastanawiam się po co wałkowaliśmy ten temat przez kilka tygodni i do dzisiaj nie mogę znaleźć odpowiedzi.

Anna w końcu zostawiła toksycznego synka.
Z perspektywy czasu wiemy, że wykonała bardzo mądry krok - chłopak docenił jej starania i przeprosił.

Cały odcinek zajęła jednak sprawa Sylwii.
Kobieta podjęła decyzję jeszcze przed porwaniem córki. Jednak sprawa z Łucją przelała czarę goryczy. Koniec z kryciem sprawek męża, kiedy cierpią na tym dzieci.
Maciek zabił draba i siedzi w więzieniu. Na szczęście jego ukochana, która po życiu z ojcem kryminalistą zarzekała się, że chce od tego wszystkiego się odciąć i uciec - została. I będzie odwiedzać niedoszłego maturzystę ;)
Adam został zupełnie sam. Żona nie wybaczy mu wciągnięcia synalka w poważne kłopoty, a i sam Maciek nie namawia małżeństwa do zawarcia zgody.
Dziadek spaceruje z wnuczką - ogólnie wszystko dobrze się skończyło…

Czy Skazane były dobrym serialem?
Muszę zastanowić się nad odpowiedzią.
Sami przyznacie, że początek był całkiem udany. W połowie zaczęło się wlec, a po wymienieniu dwóch bohaterek ręce mi opadły.
Decyzja Polsatu o zakończeniu na jednym sezonie jest naturalna. Oglądalność marna, scenariusz się posypał i w zasadzie nie wiem co musiałoby się wydarzyć, aby kontynuować produkcję.

Muszę przyznać, że zdarzały się perełki. Na szczególne brawa zasługuje Pani Monika Krzywkowska - piękna, uzdolniona aktorka. Mam nadzieję, że jej powrót na mały ekran nie był jednorazowy.

Za finał 2,5 bobra. Bo jednak coś się działo ;)