Skazane – „Dwie godziny w tygodniu nazywasz małżeństwem?” po odcinku

Drugi epizod zaliczam do naprawdę udanych.
Aczkolwiek nadal brakuje mi większej ilości scen z życia pozostałych bohaterek. Dobrze, że dzisiaj chociaż odrobinę poznaliśmy postać Anny, w którą wciela się Beata Ścibakówna – mam wrażenie, że już niebawem za jej kreację przydzielę osobnego bobra, bo aktorsko rozkręca się naprawdę rewelacyjnie.

Po raz kolejny wyróżniam Monikę Krzywkowską, która dzisiaj zrobiła odcinek.

Po sześciu latach bogatego, beztroskiego życia kobieta decyzją Sądu straciła majątek i niebawem wraz z nastoletnimi dziećmi będzie musiała wyprowadzić się z rezydencji.
Na razie jako sprzątaczka w biurowcu stara się zarobić jakiekolwiek pieniądze na utrzymanie i poznaje kolegę z pracy. Ów mężczyzna zaprasza ją na obiad w swoje skromne progi.
Skromne, gdyż w porównaniu z żyrandolami i przestrzenią domową Sylwii obskurna kawalerka znajomego są mocnym zderzeniem z rzeczywistością. Tani szampan i karp. Świetne porównanie dwóch światów.
Miał być seks, jednak w ostatniej chwili przyszło opamiętanie.

W tym miejscu przyznaję drugiego bobra dla Pana Ireneusza Czopa.
Chociaż irytował mnie to robił to brawurowo. Nerwy, energia, kpiący uśmieszek i szloch – każda minuta z tym aktorem była naprawdę genialna.
Jak wściekły tygrys miotał się w klatce, bez szans na jakikolwiek ruch. Aż w końcu postanowił pokazać, że nadal ma kontakty i ludzi, którzy zrobią dla niego wiele.

Dziwię się jedynie, że miał pieniądze na wynajem zbirów, a nie na wycieczkę dla synalka.
Ale z jego perspektywy widać, że są rzeczy ważne i ważniejsze. Urażona, męska duma z pewnością należy do drugiej kategorii.
Przy okazji brawa dla charakteryzacji 🙂

Marta pozbyła się pistoletu, a syn Oli moczy się w nocy i ma problemy w szkole.
Sceny z pozostałymi bohaterkami zostały dzisiaj mocno zepchnięte na dalszy plan (chociaż może to i dobrze?)

Odcinek podniósł poprzeczkę za sprawą dobrych dialogów, pracy kamery, a przede wszystkim rewelacyjnych aktorów.
Czekam na więcej.
Z czystym sumieniem 3,5 bobra.

8 odpowiedzi do “Skazane – „Dwie godziny w tygodniu nazywasz małżeństwem?” po odcinku”

  1. Tak, mi również drugi epizod podobał się bardziej od pierwszego. Duet Krzywkowska-Czop jest wprost rewelacyjny. Oglądając sceny z Sylwią i Martą widać sporą przepaść aktorską między odtwórczyniami ról, oczywiście na korzyść pierwszej Skazanej. Tak sobie myślę, że wynajem zbirów nie musiało być opłacane. Mogło być po prostu czymś w rodzaju przysługi, którą byli winni mężowi Sylwii.

    Przede wszystkim podoba mi się, że odcinki nie są wrzucane przedpremierowo do sieci. Nie zrozumiem nigdy dlaczego stacje same sobie szkodzą udostępniając wcześniej materiały w Ipli i na Playerze. Nie uwierzę, że zyski z emisji kilku reklam online przewyższą wpływy ze spotów telewizyjnych. Za tydzień powinny być już znane wyniki oglądalności Skazanych i liczę na to, że będzie to powyżej 2-milionowa widownia.

  2. Z tego co wróbelki świergocą oglądalność jest kiepska przy na prawdę dużej promocji (ponoć żenująco kiepsko, nie wiem co to oznacza). Mnie ten serial się niestety nie podoba, widziałam oryginał i pytam się z czym do ludzi, na plus jedynie Pani Krzywkowska

  3. ania, ja również widziałam oryginał i nasza wersja jest póki co wierną kopią wersji brytyjskiej.
    Nawet aktorzy są fizycznie podobni do swoich brytyjskich kolegów.
    No ale dla niektórych zawsze to, co zachodnie musi być lepsze. Żal!

  4. Każdy może mieć własne zdanie. Serial jest kiczowatym połączeniem komisarza Aleksa z pierwszą miłością i odrobiną Paradoksu. Co oryginał to oryginał. Swoją drogą to ja akurat lubie polskie kino więc ten zarzut wobec mnie jest kompletnie nietrafiony.

  5. Mnie ten serial rozczarował liczyłem na efekt WOOOW a jest jedynie niezły. Moim zdaniem niczym się nie wyróżnia. Gra Krzywkowskiej rzeczywiście ok, poza tym taka lekko nudnawa papka.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *