Przyjaciółki wróciły. Pani Joanna L. w ostatnich dniach miała wypadek po alkoholu. Każdy portal żyje jej tłumaczeniem, że wypiła winko do kolacji, a w okolicach 10:00 miała jeszcze 1,2 promila.
Ja oceniać postępowania nie mam zamiaru, chociaż -  drogie dzieci i trochę starsi - po alkoholu do Porshe nie wsiadamy ;)

Poniżej kilka słów o nowym odcinku.

Poprzedni sezon zostawił nas z pytaniem: Co wydarzyło się podczas wypadku? Kto zginął?
Obstawialiście Ankę, dziecko Zuzy, a ostatecznie Pawła.
Okazało się, że nic się nie stało. Owszem Anka pamięta o “wydarzeniu” i śnią jej się koszmary. Ale nikt podczas niego nie zginął, nikt nie ucierpiał, Anka nie wezwała nawet policji, a jej mąż nie poniósł żadnych konsekwencji.
Szczerze mówiąc - chociaż cieszę się, że dziewczynom nic się nie stało to jestem odrobinę zawiedziona. Ta przepowiednia wróżki była mocnym akcentem finału.

Idylla.
Iga i dentysta - ideał mężczyzny - obściskują się na pikniku.
Kobieta zarysowała jego wypieszczone, wychuchane autko, a on przyjął to ze spokojem (pomyślcie jak w takiej sytuacji zachowałby się mąż Anki ;)
Tekst o trzymaniu w rękach jego cenniejszych rzeczy - rozbawił mnie. Ale cały wątek, a wraz z nim postać Szymona wyidealizowany do granic przyzwoitości ;)

Zuza i śledzie.
Pani Prezes nie może wcisnąć się w ulubione, markowe ubrania. Wojtek jest przewrażliwiony, a scena z dostawą śledzi strasznie naciągana. Mężczyzna dostarczył rolmopsy, jakby chodziło o ratowanie życia ukochanej. Ucieczka, z pogonią i ślinotok ;)
Dagmar mocno zaskoczony informacją o ciąży przełożonej. Z trudem opanował smutek, aczkolwiek już przejął się szkodliwym promieniowaniem z monitora.
Zuza zostaje odsuwana od reprezentowania firmy, chociaż chce ciężko pracować do samego porodu, a później wziąć dwa tygodnie wolnego - ku przerażeniu ukochanego.
Nie wiem czy to hormony, ale kobieta mocno spokorniała. Zgadza się z Wojtkiem w każdej kwestii - chociaż i tak robi swoje ;)

Patrycja ma problemy z podopiecznym.
Okazuje się, że Filip kradnie. Tylko dzięki pomocy Dyrektora marketu udało jej się uniknąć kłopotów. Kobieta nie poddaje się - nadal chce jak najszybciej adoptować problematycznego smyka.
Jedną z przeszkód jest brak ślubu. Ale od tego ma się przyjaciółki, żeby decyzję o zamążpójściu podjąć w kilka sekund. W Warszawie nie ma wolnych terminów, dlatego też uroczystość odbędzie się w Górze Kalwarii. I jak się dowiedzieliśmy -  na ślub z pewnością nie zostanie zaproszona teściowa ;)

Anka stara się dogadać z córką. Ale dziewczyna, która uważa się za dorosłą wyznaje, że ma ochotę ze znajomymi palić marihuanę. Matka jest w szoku i zwierza się Pawłowi z decyzji córeczki.
Ciąg dalszy jest do przewidzenia. Adwokat wpada w furię i zakazuje. Chociaż szczerze mówiąc nie było to najbardziej rozsądne posunięcie. Julka jest uparta i robi to co chce - co widzieliśmy przez trzy, ostatnie sezony.
Stanowcze “Nie” od tatusia z pewnością nie pomoże. Anka mogła to rozegrać zupełnie inaczej.
Jak? Nie wiem. Być może rozmowa z przyjaciółkami, lub dobrym psychologiem mogłaby pomóc. A gdyby tak zabrać córeczkę na miting ludzi, którzy od lat borykają się z uzależnieniem od narkotyków?

Co w jej sklepie robi nowa pracownica? Czy ona wraz z bratem podmienia alkohol? Bo nie wyglądało to na kradzież, a brak trzydziestu litrów wódki można szybko zauważyć.

Cieszę się, że Przyjaciółki wróciły. Jak zwykle było miło, pozytywnie i kolorowo. Na horyzoncie pojawiają się kłopoty, które niebawem “ubarwią” ich życie.

3,5 bobra za dobry początek.