Najbardziej kontrowersyjny show w jesiennej ramówce zadebiutował.
Abstrahując już od tego, że sam pomysł wybierania partnera za pomocą zapachu, tonu głosu i innych antropologiczno-psychologicznych sztuczek jest dość ryzykowny, to małżeństwo z człowiekiem, którego w życiu nie widziałam uważam za zwykłą głupotę.
Znaleźli się jednak ludzie, którym nie przeszkadza ślub od pierwszego wejrzenia. I to są naprawdę ładne kobiety - wykształcone, obyte z pasjami. Mężczyznom też niczego nie brakuje - wysportowani przystojniacy z dobrymi zarobkami.

Z ciekawością śledzę ten eksperyment, który jest niczym innym jak “aranżowanym małżeństwem” naszych czasów.
Posłuchałam ciekawostek naukowych, uśmiechnęłam się na widok wybrańców - pierwsza para zdecydowanie do siebie pasuje i tyle.

Mam wrażenie, że w pierwszych 40minutach za dużo skupiono się na bohaterach, którzy odpadli i nie będą mieli możliwości wystąpić w programie. Zabrakło mi emocji i odrobinę się wynudziłam.
Ale wiem, że już w kolejnych tygodniach będzie prawdziwa akcja. Poleją się łzy - niekoniecznie szczęścia.

Jak myślicie? Uczestnicy powiedzą sobie “Tak” w Urzędzie? Mają to zapisane w kontrakcie, czy mogą się jeszcze wycofać?

Programu na razie ocenić nie mogę - ale z ciekawością zerknę na kolejne odcinki.
A Wy jak podchodzicie do tego formatu?