Znam wyniki oglądalności, jednakże kręcę z niedowierzaniem głową, że tak mało osób w Polsce ogląda ten znakomity serial.
Nie pamiętam żadnej imprezy ze znajomymi/członkami rodziny, gdzie nawet przy kinderbalu nie poruszało się wątków zawartych w scenariuszu.

Dostajemy mocny, błyskotliwy, a przede wszystkim bardzo odważny serial, który ogląda dosłownie garstka ludzi.
Mam wrażenie, a raczej jestem przekonana, że gdyby nie Wy, ja również zupełnie bym o nim zapomniała.

I zdaję sobie sprawę, że to wina promocji.
A w zasadzie zupełnego braku jakiegokolwiek wsparcia dla tego tytułu.

Ja, interesująca się serialami przed emisją nie miałam nawet szansy doczytać, że to jest tak dobre.

Patryk Vega przygotował tylko pięć odcinków. Okrutnie ubolewam i solennie obiecuję, że zakupię film na płycie DVD, który oglądnę niezwłocznie po zakończeniu emisji serialu w TVP2.
Tylko w taki sposób mogę wyrazić swoje uznanie.

Wracając do trzeciego odcinka.
Już nie było tak komicznie.
Na początku śmierć Barbary Blidy, a raczej “posłanki”, która podczas wejścia do domu ABW miała przy sobie broń.
Później spektakularna akcja z Januszem i Maćkiem. Helikoptery robiły wrażenie. Mnie jednak rozwaliła scena, w której maluch trzymał puszkę i żaden z agentów nie miał na tyle odwagi, aby go szybko zgładzić..
Na deser dowiedzieliśmy się, że Bońka ma na trzustce guza o wielkości pięści.
Dodatkowo wiemy jaki prezent ślubny chce otrzymać ukochana córeczka tatusia i jej przyszły mąż - kompletny abnegat.

Wizyta w zakonie, rozmowy z przełożonymi w ABW z pewnością zaliczę na duży plus.
Aczkolwiek Wojciech Zieliński - wyszkolony i gotowy do służby, nawet ze słabymi plemnikami nie zastąpi mi Czeczota, którego pokochałam od pierwszego wejrzenia.

Błagam niech Pan Vega napisze nowy scenariusz.
4 bobry.