Dzisiaj już nie będę pisać peanów na cześć Janusza Chabiora. Rola Mariana Bońki to 5/5 bobrów. I czuję, że po kolejnych odcinkach wiele się w tym temacie nie zmieni :)

Drugi epizod był bardziej dynamiczny, może odrobinę chaotyczny. Ale zupełnie nie przeszkadzało mi to w odbiorze. Bo pojawiło się dwoje nowych bohaterów.
Olga Bołądź jako “Białko” świetnie pokazała widzom jakimi debilami są jej przełożeni.

Umieszczenie “chemii” - materiałów mocno wybuchowych w szafie pancernej, czy feralny załącznik tajnych planów jednostki. Proszę bardzo. Bez słowa wykonywała polecenia, chociaż było widać, że decyzja szefowej jest po prostu głupia.
Zastanawiałam się kiedy Lach wybuchnie (jak wszystkie zbierane przez ABW dowody) i powie kilka gorących słów. Nic takiego się nie stało. I z perspektywy odcinka uważam, że tak właśnie być powinno.

W tytule znalazła się prywata. Ale to prawda. Krzysztof Czeczot, którego darzę lekką sympatią i znam z lepszych, lub gorszych produkcji zabłysnął… Co ja mówię zabłysnął. On w Służbach specjalnych zakwitł.
Młot to zupełnie inny rodzaj bohatera do zadań specjalnych. Kiedy dowiedziałam się o jego “misji” w Afganistanie nie wierzyłam, że na polskim gruncie idiota zrobi coś “lepszego”.
Od sytuacji z kotem, przez otrucie członka mafii paliwowej (zostawił sobie trochę chemii na blacharza, który źle mu przyspawał tłumik), do upozorowania samobójstw w lesie. To jest coś niewyobrażalnego dla przeciętnego oglądacza.
Siedząc przed TV nie wiesz czy śmiać się, czy płakać z jego genialnych pomysłów i rozwiązań…

Zdałam sobie jednak sprawę, że kompletnego debila też trzeba umieć zagrać. I Pan Czeczot to zrobił.

Służby specjalne to niewyobrażalnie dobry polski serial. Wiem kto jest reżyserem, wiem kto odpowiada za scenariusz. Nadal się jednak dziwię, że coś tak genialnego pojawiło się w polskiej telewizji.

Tradycyjnie dźwiękowcy mnie irytowali. Chyba przestanę śledzić losy bohaterów w TVP2 - bo to, że nie słyszę dialogów naprawdę doprowadza mnie do szaleństwa.
4,5 bobra.

fot. m.dziennik.pl