Sookie, wampiry i inne stwory – czyli podsumowanie 4 sezonu

A wiemy już, że piąty sezon będzie miał emisję dokładnie w tym samym czasie co czwarty (czyli w okresie wakacyjnym) i zaczynają pojawiać się zdjęcia i plakaty.
Czego się spodziewaliście po czwartym, co Was zaskoczyło? Zapraszam do komentarzy bo moje podsumowanie nie będzie długie.
Uwaga – poniżej SPOILERY.

Na nowe odcinki Czystej krwi czekam jak dziecko, które drepcze pod choinką w Wigilię w oczekując na rewelacyjne prezenty.
I po pierwszej serii, z każdą następną czuję się rozczarowana.

Na co czekałam w czwartej? Oczywiście Eric i Sookie – chemia między tymi bohaterami była wyczuwalna od pierwszego spotkania. Szkoda tylko, że w tym sezonie Eric był płaksa, mamałyga i ciapa – za sprawą rzuconej klątwy ale odcinki z „dobrym” wampirem, który się lubi przytulać trochę mnie rozczarowały.

Nowe kobiety Jasona. Okazuje się, że jego nową miłością będzie Jessica. Szczerze żałuję, że jedna z moich ulubionych par – czyli Hoyt-wampirzyca nie pokonała próby czasu i ilości krwi, którą można wypić z przygodnie poznanych partnerów. Jason jest policjantem, udziela dobrych rad i chce być fair w stosunku do kumpla.

Wróżki. No i co jeszcze chciałoby się rzec! Są wampiry, wilkołaki, zmienokształtni, Sooki czytająca w myślach i jej przodkowie czyli wróżki, menady, czarownice opętane przez duchy zmarłych, mistrzynie voodoo, medium, a nawet duchy zmarłych, które wyglądają jak zombie. I z pewnością jeszcze kogoś pominęłam!
Za dużo tego zdecydowanie. Serial pędzi i nie ma czasu skupić się na podstawowych bohaterach i ich relacjach z innymi, a co sezon dokłada nam się kolejną „grupę społeczną” z którą się walczy lub która walczy z głównymi bohaterami. Podejrzewam, że w przyszłym sezonie możemy dostać jeszcze postacie z bajek plus kilka odkrywczych czarowników nie tylko z Meksyku.

Finał rozpoczął się powoli, w słoneczny dzień i nagle jak na ostatni odcinek przystało mocno zamieszał w losach bohaterów.
Zmarli i reszta. Nie będę się skupiać na wampirach, które jak widzieliśmy i wiemy od dawna powrócą w nowych odcinkach (bynajmniej np. Rusell). Żal mi kilku drugo i trzecioplanowych postaci jak np. brat Samm’a – Tony i Jesus, który uratował połowę populacji i był największą miłością Lafayette (+każda z nas marzy o takim facecie, który rano przynosi jeszcze śniadanie do łóżka).

Ale zupełnie mi nie żal i tutaj pewnie będziecie zaskoczeni Tary, którą scenarzyści starali się bardzo mocno upychać w kolejnym sezonie. Nie wyobrażam sobie pierwszego i drugiego sezonu bez tej postaci jednak z każdym kolejnym było gorzej. To samo zaczyna się dziać z moją ulubioną postacią Lafayette, który na chwilę obecną stał się medium.
Być może przy ósmym sezonie też mu się nadarzy strzał w głowę.

Serial zmierza jak dla mnie w zupełnie dziwnym kierunku. Sookie, która kocha każdego wampira powinna otrzymać złotą kartę krwiodawstwa (o ile takie są), ponieważ żaden człowiek nie jest w stanie sobie pozwolić na chłeptanie z szyi i rąk bez ograniczeń. Nowe wątki owszem zostały ciekawie zarysowane i na nich skupię się w 2012 roku.
Powracają stare wampiry, Eric i Bill podejmują wspólną walkę, Sookie z pewnością będzie z wilkołakiem Alcide.

Szykuje się polityczna walka wampirów + nowe postacie ze świata wróżek.
Nie będę się rozpisywać i robić charakteryzacji bohaterów, bo od tego są inni. Jestem natomiast ciekawa czy ktokolwiek z moich czytelników/komentatorów ogląda True Blood.

9 odpowiedzi do “Sookie, wampiry i inne stwory – czyli podsumowanie 4 sezonu”

  1. ja ogladam ale z coraz mniejszym przekonaniem. I wlasnie 3 odcinki na mnie czekaly lacznie z ostatnim. No powiem troche szok. Ale ja lubilam Tare i czekalam az ten watek sie jakos z lesbijkami rozwinie

  2. Oczywiście, że ogląda. Nawet zastanawiałam się, czy na Twojej stronie będzie jakiś komentarz na temat zakończenia 🙂
    Najbardziej żal mi Jesusa, w trzecim sezonie nie mogłam na niego patrzeć i zastanawiałam się co on w tym serialu w ogóle robi, ale w czwartym uwielbiałam go.
    Każdy pewnie czekał na Erica i Sookie razem, a wyszły takie ciepłe kluchy z tego..
    Czekamy na sezon piąty 🙂

  3. Oglądałam. Dziwią mnie te głosy żalu za jedną z głownych postaci czyli T, która już nic nie wznosziła do serialu a nadal ją się kocha?
    I mam to samo z Jesusem co habahaba
    i żal mi go najbardziej ze wszystkich postaci. Jakoś słaby był ten sezon, wróżki a nawet nie wróżki -bo będą później- go oplotły i się skończyo. Słabe to było i masz rację za dużo

  4. już wiem, że na pewno zapomniałam o panterołakach 😀 Za dużo tego zwierzyńca. Dzięki za komentarze 🙂

  5. Oglądam, ale fajne były te odcinki kiedy Sooki była jeszcze z Billem, a teraz ta ciągła walka z ta czarownicą, nuda

  6. Oglądam i zawsze z niecierpliwością czekam na kolejne odcinki. Ale w 4 sezonie irytowała mnie ta czarownica. Wiem, że po to była, aby wszystkich denerwować swoją obecnością, ale od początku do końca miałam ochotę ją udusić. Jeśli chodzi o Sookie, nie mogę zrozumieć jak można zrezygnować z takich facetów (przepraszam – wampirów) jak Bill i Eric. Nawet jeśli ten drugi był w czasie trwania związku ciapowatowaty. Strasznie smutno mi z powodu Jesusa, naprawdę go lubiłam. I żal mi Lafayetta. chociaż pewnie znając scenarzystów Jesus będzie nam się objawiać co jakiś czas jako duch lub inne coś, podając ukochanemu śniadanko 🙂 Za Tarą tęsknić nie będę. I mimo całej pokręconej fabuły i setnych ilości zwierzyńca i innych potworów serial lubię. I znów nie mogę doczekać się wakacji, aby obejrzeć sezon 5 🙂

  7. w 100% zgadzam sie z MissNothing! 😀 fuckin’ Sookie, jak to nasze wampiry okreslily, zaczyna mnie Strasznie irytowac. tzn nigdy nie bylam jej fanka ale te akcje, ze kocha i Billa i Erica, pozniej sie z nimi rozstaje to lekka przesada. najbardziej z serialu lubie/lubilam Laffayette’a i Jesusa i poryczalam sie na scenach kiedy umarl, a scena z jego objawieniem byla mega wzruszajaca. 🙂 za Tara tesknic nie bede, chociaz dzisiaj Ausiello podal ze Tara wroci w 5. sezonie, ale jeszcze nie wiedomo w jakiej formie 🙂
    pozdrawiam fanow TB! xoxo

  8. Lafayette’a troche za bardzo power up-ują ze jest medium troche przesada, ale i tak wymiata, Jesus w 4 sezonie byl super, bardzo zle mi z tym bylo ze tak zle skonczyl, ze sie poswiecil dla ukochanej osoby:( serducho boli jak sie to wspomina. Eric wg mnie byl fajny jak byl posluszny;]] taki wielkolud o duszy wystraszonego szczeniaczka mnie bawil w kolko:D no i scena jak wychleptal krew z matki chrzestnej wrozkowej Sookie i sobie siedzial w jeziorze/stawie w dzien jak gdyby nigdy nic;p jak dla mnie mega irytujaca byla ta wiezma Marnie- no marna byla to fakt… Za to polubilam i zaczelam darzyc wieksza sympatia Andy’ego , taki bardziej ludzki zaczal mi sie wydawac:)
    Watek z panterolakami seryjnymi gwalcicielami byl mega dziwny, juz dawno takiego szoku nie doznalam przy ogladaniu us seriali szczerze mowiac.
    Ogolnie to duzo tego by opowiadac, za duzo na jednego posta;]]
    czekam z niecierpliwoscia na 5 sezon;]]
    PS: Jessica jako czerwony kapturek byla mega kuszaca:D

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *