Narzekałam ostatnio na poziom seriali, a już nowe odcinki tych z Polski zaczynają mnie irytować.
Więc zrobiłam sobie kilka maratonów. Na początek - tak jak zapowiadałam Stranger Things.

Nie będzie żadnych Spoilerów.
Na youtubie są szczegółowe opracowania.

Wpis powstał tylko po to, żebym mogła Wam napisać: “Jestem wielką fanką tej produkcji od Netflixa!”

Drugi sezon nie ustępuje pierwszemu. Nadal mamy grupkę małoletnich przyjaciół i klimat lat 80-tych.
Aktorzy są dobrani perfekcyjnie i ciężko wyróżnić faworyta.
Są przyjaźnie, miłości, komedia, kryminał, a przede wszystkim sci-fi i przepiękna, nastrojowa baśń.
Ale to nie jest typowa bajka dla maluchów. Ba! Niejeden dorosły wystraszy się mocnymi scenami, czy ilością brutalnych momentów.

Scenariusz jest jednak dopracowany do najmniejszych szczegółów, a efekty specjalne i animacje to majstersztyk (chociażby dojrzewanie kijanki).

Oczywiście jest też sporo górnolotnych słów o poświęceniu, co przypomina, że mamy do czynienia z produkcją made in USA.

Cały sezon połknęłam w jeden dzień, ale chyba inaczej się nie da. Historia wciąga, zabiera w szaloną podróż i zostawia z uśmiechem na ustach.
W oczekiwaniu na trzecią odsłonę daję 4,5 bobra i serdecznie polecam.