W lipcu na platformie Netflix pojawił się nowy serial. Bardzo szybko okrzyknięto go fenomenem, czytałam również mnóstwo informacji o wielkiej rzeszy fanów, która powiększa się z każdym dniem.
Mimo, że sci-fi to nie jest mój ulubiony gatunek postanowiłam jak najszybciej nadrobić… I w taki oto sposób zarwałam noc ;)

Bez większych Spoilerów - śmiało możecie czytać nawet przed maratonem ;)

Po pilocie stwierdziłam - O co to wielkie Halo? Po trzecim odcinku nie mogłam doczekać się rozwiązania zagadki i mocno trzymałam kciuki za Nastkę i jej przyjaciół.

Fabuła w wielkim skrócie: W małym miasteczku w USA zaginął kilkuletni chłopiec. Matka (w tej roli Winona Ryder, której nie poznałam.

Charakteryzacja sprawiła, że na ekranie mamy bliźniaczkę Patricii Heaton) szaleje z niepokoju, jednak bardzo szybko odkrywa, że w pokoju młodzieńca dzieją się dziwne rzeczy. Ewidentnie chłopak za pomocą światła stara się z nią skontaktować.
W międzyczasie grupa jego najbliższych przyjaciół rozpoczyna poszukiwania na własną rękę. Dzieciaki znajdują dziwną, ogoloną na zero dziewczynkę, która jest przerażona.
Jest też nastolatka zakochana w szkolnym “popularsie”, Szeryf z problemami i tajemnicza organizacja, którą widzimy we wspomnieniach znalezionej 11-stki.

Gdzie jest Will, kim jest Nastka, co widzi mama i do czego może doprowadzić przecięty palec? Oglądajcie, lub poczytajcie na innej stronie. Ja na tym zakończę :)

Pochwalę klimat całości, dobór muzyki, ujęcia i efekty specjalne.
Natomiast to nad czym się się rozpływam to gra aktorska młodych ludzi. Millie Bobby Brown powinna zdobyć jakąś prestiżową nagrodę. Dwunastolatka przekazywała samym spojrzeniem, czy zaciśnięciem kciuków miliony emocji. Z reszty “bandy” wyróżnię jeszcze Gatena Matarazzo, który zdobył me serce świszczącym akcentem i Finna Wolfharda - głównego bohatera.
Kurczaki, aż łza się w oku kręci jak te małolaty poradziły sobie ze scenariuszem. Wróżę karierę.

Czas wrócić do pytania zawartego w tytule. Czy Stranger Things to najlepszy serial 2016 roku?
Nie wiem. Przecież do końca grudnia zostało jeszcze sporo czasu.
Czy Stranger Things to najlepszy serial Netflixa?
Nie. Przynajmniej moim skromnym zdaniem. Narcos nadal zostaje faworytem, pamiętając o wielkiej sympatii i dobrej robocie przy kolejnych sezonach scenarzystów od Orange is the New Black.

Stranger Things to dla mnie bajka. Dobrze napisana, wciągająca bajka - z pewnością NIE DLA dzieci.
Połączenie sci-fi, dramatu, horroru i kryminału z obyczajową opowieścią ulokowaną w latach 80-tych.

Taki absorbujący koktajl, który bawi, momentami straszy i zdumiewa.

4 bobry ode mnie. Bo naprawdę historia mnie wciągnęła i zamiast spać oglądałam aż do finału - a to rzadko się ostatnio zdarza (ubolewam ;)


PS.
Jeśli jesteście fanami gatunku, uwielbiacie klimaty rodem z filmów Stevena Sbilberga, a dodatkowo czytacie komiksy i jesteście na bieżąco z popkulturą sprzed lat - będziecie zachwyceni.
Reszcie polecam.
Ale Narcos bardziej ;)