Z pełną premedytacją nie napisałam nic o drugim epizodzie.
Owszem był wyczekiwany przeze mnie pożar i akcja strażaków. Ale przysięgam, że zupełnie nie przypadł mi do gustu. Wątek z opuszczeniem przyjaciela, krótkofalówkami itp. bardzo, bardzo słaby.
Postanowiłam jednak, że dotrwam do epizodu, w którym Adam przeniesie się na prowincję.
I jestem zaskoczona, bo serial zupełnie się zmienił.

Małomiasteczkowe klimaty, remiza i impreza z okazji Dnia św. Floriana bardzo na plus.
W końcu pojawili się bohaterowie, których zapamiętałam i którym mogę kibicować. Michał Czernecki, Dawid Zawadzki, czy Sebastian Fabijański na razie wysunęli się na pierwszy plan. Czekam z niecierpliwością, aby poznać ich losy.
Ale po trzecim odcinku wiem jedno - humor i naturalność strażaków w OSP przebija na głowę warszawskich cwaniaczków.

Nie rozumiem jedynie dlaczego Adam nie chciał napić się wódeczki, czy zjeść pysznej karkówki z grilla. Miałam wrażenie, że mimo, iż chce zintegrować się z chłopakami z jednostki nadal jest wielkomiejskim ważniakiem.
Świetna scena z wylosowaną gęsią. Mam nadzieję, że ptaszyna zostanie w serialu na dłużej.

Wypadek awionetki i cała akcja zupełnie przeciętna. Zdziwiłam się, że w wozie strażackim tak szybko zabrakło wody.
Nie znam się na nowoczesnych sposobach gaszenia pożarów. Jednak myślałam, że poza wodą strażacy mają do dyspozycji specjalistyczne koce/piany/proszki. Z drugiej jednakże strony zdaję sobie sprawę, że akcja dzieje się w niewielkim mieście, w jednostce złożonej z ochotników. Więc nie czepiam się i nie odejmuję bobrów.

Praca kamery nadal przyprawia mnie o ból głowy. Nie mam pojęcia kto wpadł na iście szatański pomysł z miotaniem kadrami bez opamiętania.

Reasumując. Trzeci odcinek zdecydowanie poprawił mi mniemanie o nowości TVP1. Nadal jednak uważam, że w serialu jest sporo niedociągnięć, a scenariusz zupełnie nie porywa.
Z czystym sumieniem mogę jednak przyznać 2,5 bobra.


PS.
Czy Adam jest ojcem dziecka Magdy? Mam wrażenie, że para poznała się dużo wcześniej.