Miało być epicko.
A wyszło… Jak zwykle.

Polska wieś przed wybuchem I wojny światowej jest biała, czyściutka i wykrochmalona.
Rodzina - jak to rodzina: mieszanka charakterów i stylów życia. Jest kawaler, młode małżeństwo oczekujące dziecka, czy popijający bimber dziadek.

I właśnie tutaj mam największy problem. Pomimo kilku świetnych aktorskich nazwisk, nie ma ani jednego bohatera, który w jakikolwiek sposób wybija się na pierwszy plan.

Za nikogo specjalnie nie trzymam kciuków i nie mam żadnych oczekiwań.
Mam wrażenie, że scenarzyści PoŁepkach ;) prześlizgnęli się w tym temacie, zapominając, że to właśnie osobowość postaci jest najważniejszym wabikiem dla widza.

Osią zdarzeń jest dramatyczny poród i przyjście na świat dwóch dziewczynek: Ani i Mani. Śmierć matki, problemy zdrowotne, kłótnie służby, a w tle nadchodząca wojna.

Ostatnia (a zarazem pierwsza), drastyczna scena sprawiła, że z ciekawości zerknę na kolejną odsłonę.

Nie jest to zły serial, jednak po zapowiedziach i informacjach na temat włożonego w realizację budżetu spodziewałam się czegoś więcej, niż kolejnego “przeciętniaka” TVP.

Więcej kolejnym razem.
Dam znać czy historia mnie wciągnęła, czy porzucam.

Na początek 3 bobry.