Zaczynam wracać do recenzji, bowiem nie samą pracą człowiek żyje ;)

Na pierwszy ogień serial, o którym początkowo nie miałam dobrego zdania, ale oglądam dalej.
Uwaga na Spoilery.

Odcinki są bardzo nierówne, podobnie jak historia, którą dostarczają nam scenarzyści. Bywają mocne momenty, zdarzają się długie i przegadane fragmenty. Ot, takie zapychacze czasu.
Aktorsko podobnie, chociaż w większości przypadków nie ma na co narzekać.
Kinga Preis i Roman Gancarczyk to profesjonaliści i warto ich w tym miejscu pochwalić.

“Stulecie Winnych” da się oglądać. Bez znużenia i zażenowania. Może i tytuł nie jest moim pierwszym wyborem, jednak czekam na emisję prapremier.
Na pewno serial jest dużo ciekawszy niż “Drogi wolności”, czy “Wojenne dziewczyny”.  Nie wspominając nawet o wytworze pt.”Echo serca”.

Na pierwszym planie obecnie mamy nastoletnią Anię i jej rozterki miłosne połączone z zapałem do nauki. Wizje dziewczyny zeszły na bok, a szkoda. Momenty ezoteryczne zdecydowanie udały się produkcji i cieszyły oko.

Nadal brakuje mi krwistych bohaterów drugiego planu, bowiem jak się takowy pojawia, to zaraz strzela sobie w łeb. I to dosłownie ;)
Akcja przeskakuje  w błyskawicznym tempie, gubiąc przy tym kilka wątków. Mam jednak wrażenie (nawet nie czytając książki), że jeszcze do nich wrócimy.

Po siedmiu odcinkach notę podwyższam do 3,5 bobra.
Nie namawiam szczególnie do oglądania, bowiem nic się nie stanie, jeśli sobie tytuł odpuścicie, ALE myślę, że “Stulecie Winnych” okazało się miłą niespodzianką.

Ps. Na pochwałę zasługuje czołówka - świetny pomysł i montaż.