Nie jestem największą fanką seriali o przychodach superbohaterów. Nawet przystojniaka z Arrow pożegnałam bez żalu po pierwszym sezonie.
W letniej ramówce CBS pojawiła się produkcja o dziewczynie obdarzonej wielkimi mocami, nomen omen - kuzynce starego, dobrego Supermana.

Jako, że nie jestem wielbicielką gatunku nie będę zupełnie obiektywna, aczkolwiek mam porównanie z wcześniej wymienionym Arrow, Flashem, czy Daredevilem.
I przy tych serialach pilot “Supergirl” wypada okrutnie słabo.

Dziewczątko dostaje pracę w medialnej korporacji i ubolewa nad tym, że chciała ratować świat, a jedynie podaje kawę swojej wrednej szefowej.
Pewnego dnia jej przyrodnia siostra (oczywiście nasza bohaterka została przez kuzyna umieszczona w normalnej, amerykańskiej rodzinie) znajduje się w samolocie, który ma uszkodzone silniki.
Śmierć jest bardzo blisko! Ale nasza odważna Supergirl podnosi na swoich barkach maszynę i ratuje ludzi z opresji.
Miasteczko szaleje. W końcu i u nich jest bohater, na którego zawsze można liczyć.

Przygoda Lindy dopiero się rozpoczyna.
Na plus wszelkie sceny z kolegą z pracy, wybieranie stroju, konfrontacje z szefową i genialnym fotografem.

Na minus siostra, tajne jednostki i walka z przedstawicielem okrutnej organizacji, która ma w swoich szeregach najgorszych złoczyńców z planety Krypton.
(Przy paleniu topora oczami przypomniały mi się efekty specjalne ze starej, dobrej Xeny, czy Herculesa, które pamiętam z czasów dzieciństwa).

Oczywiście okulary korekcyjne i kucyk sprawiają, że nasza Supergirl jest zupełnie nierozpoznawalna przez otoczenie ;)

Ja sobie przygodę z Supergirl odpuszczam.
Jeśli jednak lubicie seriale lekkie, łatwe i przyjemne, które opowiadają o przygodach Supermana i jego familii śmiało możecie zobaczyć pilota.

Po premierze 2 bobry.