Kancelaria na wyjeździe, dlatego dzisiaj mogliśmy podziwiać również przepiękne zdjęcia gór (Krynica gdyby ktoś znudził się Warszawą ;)
Ze zwiastuna wynikało, że Agata, owinięta jedynie ręcznikiem spotka na korytarzu Marka. Fani pary ostro zacierali ręce - a scenarzyści po raz kolejny pokazali nam “figę z makiem”.

Jak pisałam tydzień temu nie jestem największą fanką szybkiego związku głównych bohaterów i nie przeszkadza mi zabawa w “kotka i myszkę”. Wolę ich inteligentne rozmowy, śmieszne komentarze i docinki zamiast typowych problemów każdej serialowej pary.

Po raz kolejny Marek i Agata mnie nie zawiedli w przeciwieństwie do wątku Doroty. Cieszyłam się, że prawniczka oderwana od problemów rodzinnych zabłyśnie w Sądzie i będzie królową dzisiejszego epizodu. Dorotę dopadła szara rzeczywistość - czyli choroba pociech i musiała wrócić do Warszawy.

Zaintrygował mnie Bartek, który jest ewidentnie podrywany przez sporo starszą od niego klientkę. Na początku skarżył się współpracownikom i wyglądał jakby chciał przed nią uciekać. W ostatniej scenie zmienił zdanie i przyszedł na spotkanie w koszuli, którą dostał od Bylińskiej.
Jak myślicie co on knuje?

Dębski był zachwycony śniegiem i możliwością jazdy na nartach, sądziłam więc, że jest fanem zimowych sportów i już nie może się doczekać aby szusować po najtrudniejszych trasach.
Mocno się uśmiałam kiedy zobaczyłam jego próby zjazdu z instruktorem na “oślej łączce”. Szkoda, że Agnieszka Dygant również nie skorzystała z okazji - miło byłoby zobaczyć Agatę w sportowej odsłonie.

W odcinku zabrakło mi jednak ciekawej sprawy i świetnych występów gościnnych. Sporym zaskoczeniem była ugoda po przemowie Dębskiego ale niekiedy ludzie po prostu wolą pewne pieniądze. Żałuję również, że scenarzyści nie pokazali nam adwokata, który “łajdaczył” się w domu uciech zdobywając cenne dla sprawy informacje.

Reasumując - 3,5 bobra.